Po chwili czuję, jak moja ręka staje się mokra przez łzy, które na nią kapią. Korzystając z okazji, że Justin wyszedł udaję się do łazienki, znowu wyjmując ze spodni telefon, oglądając go. Cudownie!
Jeżeli Justin go znajdzie, na pewno pożałuję..
Wchodzę do kabiny i biorę orzeźwiający prysznic. Opieram dłonie o kafelki i próbuję się uspokoić. Zdecydowanie za dużo jak na jeden dzień..
------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wychodzę, wycieram swoje ciało ręcznikiem i odkładam go gdzieś na bok.
A co gdyby wysuszyć telefon suszarką? To głupie!... Ale warto spróbować.
Gdzieś tu musi być! Zaczynam przeszukiwać wszystkie szafki i nie znajduję jej. Wzdycham i postanawiam spytać się kogoś z chłopaków, w duchu prosząc, by nie był to Justin.
Schodzę po schodach i całe szczęście nie napotykam nigdzie Justina.
-Chłopaki..-szepce.
-Halo?..-mówię troszkę głośniej.
-O co chodzi, mała?-z pokoju wychodzi Brad i uśmiecha się do mnie promiennie.
Odwzajemniam gest.
-Czy wiesz może, gdzie jest suszarka?-pytam niepewnie.
Bradley zamyśla się.
-Tak.
Wychodzi z salonu, a ja kieruje się za nim. Wchodzimy do łazienki, a tam odnajdujemy Alex, która siedzi i opiera delikatnie plecy o ścianę.
-Co się stało, Alex?!-spanikowana podbiegam do niej.
-Cholera!-złości się Brad.
Słysząc to, od razu się odwracam i napotykam wzrok chłopaka.
-Miałem trzymać Cie jak najdalej od łazienki!
Podchodzi i chwyta mnie w talii, próbując wyprowadzić z pomieszczenia.
-Żartujesz sobie?! Jej trzeba pomóc!-wrzeszczę, gdy widzę, jak Alex wstaje, a raczej resztkami sił próbuje wstać. Dostrzegam jej zakrwawiony podkoszulek na plecach.
-Boże..-zakrywam usta dłonią i wybucham płaczem.
-Olivia..-zaczyna Bradley-musisz stąd wyjść.-spoglądam na niego-Teraz.
Przygryzam wnętrze policzka, powstrzymując się od łez. Wybiegam z łazienki, i biegiem udaję się w stronę sypialni.
-Olivia!-krzyczy za mną Brad, lecz ja nie reaguję.
Wbiegam szybko do pokoju i zatrzaskuję za sobą drzwi, drżąc z przerażenia. Jak on mógł jej to zrobić?! To był Justin.. to na pewno był on. Przeraża mnie ta niewiedza. Do czego jeszcze jest w stanie się posunąć? Na pewno zmasakrował jej plecy. Ona teraz cierpi! A co jeżeli ja tak naprawdę mogłam temu zaradzić?
Wybucham płaczem, przypominając sobie jej wygląd. To jak siedziała pod ścianą i oplatała ramionami nogi, przyciskając je do klatki piersiowej. Tak bardzo chcę żeby wróciła do domu, chociaż ona. Nie zasłużyła na to.. obydwie nie zasłużyłyśmy. Czuję się strasznie..
Do pokoju wchodzi Justin. Cholera! Jeszcze jego tu brakowało!-Co się dzieje, księżniczko?-pyta.
-Nie udawaj.-szepcę.-bardzo dobrze wiesz, o co chodzi, Justin.-czuję, jak moja dolna warga drży.
Spoglądam na niego, i widzę, jak zaciska szczękę. Wzdycham i biorę się w garść.
-Dlaczego jej to zrobiłeś?-pytam dość śmiało, lecz czuję, jak głos łamie mi się w połowie zdania.
-Już Ci to tłumaczyłem.-bierze moją twarz w swoje dłonie.-Tak tutaj działamy. Musiała ponieść karę, za to, co zrobiła, skarbie. Myślę, że zdążyłaś się już o tym dowiedzieć, że czeka Cię podobna rzecz jeżeli zrobisz coś bardzo nieodpowiedniego, prawda, kruszynko?-po jego słowach czuję, jak moja klatka piersiowa dziwnie uciska się. Czy to przerażenie?
Łzy wypływają spod moich powiek.
-O nie.-mówi spokojnie.-Nie płacz, kwiatuszku..-podnosi moją głowę, zmuszając mnie tym do tego, bym na niego spojrzała.-Dopóki będziesz przestrzegała zasad, nie stanie Ci się krzywda.-lustruje mnie spojrzeniem, lecz ja po jego słowach nie uspokajam się. Zaciskam usta i próbuję wziąć się w garść, lecz opornie mi to idzie, ponieważ przypominam sobie o Alex.
Justin marszczy czoło.-O co chodzi, kochanie?-pyta z troską..
Odwracam wzrok.
-Olivia..-złości się.
-Proszę wypuśćcie Alex.-patrzę na niego, a on śmieje się.
-Słucham?-podnosi brew.
-Wypuśćcie Alex.-głos łamie mi się i zaczynam płakać.
-Nie zrobimy tego.-macha przecząco głową.-Poniesie karę za to co zrobiła.
Wybucham płaczem i nie potrafię się uspokoić. Dolna warga drży, a mój oddech jest nierówny. Mam ochotę skończyć ze sobą, i przerwać to całe gówno. Zabić się? Tak, myślę, że to najlepsze rozwiązanie.
Justin mówi coś do mnie, ale ja go nie słucham. Jestem całkowicie załamana, i jedyne o czym teraz marzę, jest to, by chociaż Alex była szczęśliwa i nie przechodziła przez to całe piekło!
Mam dość takiego życia! Tak sobie go nie wymarzyłam..
-Olivia, spokojnie!-chwyta moją twarz w swoje dłonie. Szlocham.-Olivia..-wzdycha i opiera swoje czoło o moje. Gwałtownie zaciągam się powietrzem i powoli uspokajam. Zaciskam oczy, próbując powstrzymać łzy.
-Wyjedziemy stąd, chcesz?-co?! Jego pytanie totalnie mnie zaskakuje!
Podnoszę głowę i marszczę czoło.
-Jeżeli wtedy poczujesz się lepiej i zapomnisz o wszystkim, to mogę to zrobić.
Spoglądam w lewo.. na ścianę, za którą w łazience znajduje się Alex.
-Wypuścicie Alex?-nie odpuszczam.
Justin wzdycha zły i widzę, jak zaciska pięści. A moje ciało momentalnie się spina.
-Nie.-odpowiada, nieugięty.
Zaciskam usta.
-Proszę..-płaczę.-Proszę wypuśćcie ją. A wtedy z Tobą pojadę. Obiecuję.-szlocham.-Tylko.. tylko ją wypuśćcie. Ona na to nie zasłużyła...-zamykam oczy.
-Skarbie.-ujmuje moją twarz.-Ty i tak ze mną pojedziesz.Będziesz moja, czy tego chcesz, czy nie, kruszynko. Nawet Harry mi w tym nie przeszkodzi..-dlaczego o nim wspomniał?..
Przełykam ślinę.
-A jeżeli chodzi o Alex, zdania nie zmienię. Ona na to zasłużyła.-zaciska szczękę.-Sprzedawała narkotyki.
Spoglądam na niego, łącząc brwi. Nie wierzę mu.
-Nie patrz tak na mnie, skarbie.-śmieje się.-Nieraz nie wiemy niektórych rzeczy nawet o swoich najbliższych, wiesz?
Przecież mówił, że była striptizerką..
-Czasami po prostu tak bywa, musisz się z tym pogodzić.
Głaska mnie po policzku, a ja odwracam twarz. Justin wzdycha zły.
-Jutro wyjeżdżamy.-informuje mnie i wychodzi z pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi.
Wzdycham ciężko i proszę o to, by ten dzień się już skończył. Ale czy aby na pewno tylko dzień?..
Wskakuję do łóżka i przykrywam się aż po samą szyję. Spoglądam na zegarek 19:36. Nie jest wcale aż tak późno..
Układam się na boku i zamykam oczy. Słyszę, jak drzwi otwierają się. To na pewno Justin. Zamykam oczy udając, że śpię, ale słyszę, jak on podchodzi do mnie, odgarnia włosy i całuje w czoło..
Czy coś mu się odmieniło?
Ja nadal udaję, że śpię, a Justin wchodzi do łazienki. Chwila! Tam jest telefon! Ale.. przecież to on mi go wtedy zabrał.. tam w samochodzie. Więc co on robił w moich spodniach?! Jestem głupia! A co jeżeli zrobił to specjalnie?! Nie otwieram oczu, słysząc jak chłopak wychodzi z łazienki i otwiera obudowę telefonu, i o ile się nie mylę, wkładając coś do niego, znowu go zamyka i odkłada na szafkę nocną. Znowu wraca do pomieszczenia, i słysząc, gdy bierze prysznic, delikatnie wstaję z łóżka i wyciągam obudowę telefonu, odnajdując w nim coś dziwnie małego... Czy to nadajnik?
Gdy budzę się, czuję, jak ktoś mocno oplata mnie ramionami. Justin.. Ziewam i zasłaniam usta dłonią.
-Dzień dobry, kwiatuszku.-mówi zachrypniętym głosem i kładzie swoją głowę na mojej piersi.
Och..
-Hej.-odpowiadam cicho..
Justin wzdycha przeciągle i wstaje z łóżka.
-Jesteś gotowa?-pyta.
Łączę brwi.
-Dzisiaj wyjeżdżamy.-unosi brwi.-zapomniałaś?
-Och..-szepcę.
-Co się dzieje, myszko?-opiera się przedramionami o łóżko.
-Nieważne...-ocieram rękawem łzę, która wypływa spod mojej powieki, starając się, by Justin jej nie zauważył.
Wychodzę z łóżka i idę do łazienki, dziękując Bogu, że Justin mnie nie zatrzymywał. Opieram dłonie o umywalkę i zaczynam bezgłośnie płakać.
Wyjeżdżamy? Wcześniej docierało do mnie to, że być może nie zobaczę już bliskich mi osób. Ale teraz, gdy jest tu Alex, Brad.. i inni, z którymi moje kontakty są w porządku, bo prostu nie chcę wyjeżdżać, ale też nie sprzeciwie się Justinowi..
-Jesteś gotowa?-woła Justin z sypialni.
-Moment.-odpowiadam, starając się opanować głos.
Właściwie sama nie wiem, co mam robić..
Biorę w dłonie moje jeansy, które miałam ubrane, gdy tutaj przyjechaliśmy. Wkładam je na siebie, i koszulę Justina pozostawiam na sobie, bo nie mam nic innego. Gdzie moja bluzka?
Wychodzę z łazienki, a w sypialni nie zastaję nikogo. Rozglądam się, marszcząc czoło. Najpierw mnie woła, a potem wychodzi?...
Opuszczam pomieszczenie i zamyślona wpadam na tors Brada.
-Och..przepraszam Cię.-mówię nieśmiało.
-Nic nie szkodzi.-uśmiecha się promiennie.-Wszystko w porządku?-pyta i swój wzrok przenosi na łazienkę, w której znajduje się Alex.
-Och..-szepcę i milknę.-Tak, jest lepiej, dzięki.-uśmiecham się delikatnie, bo nie chcę, żeby się mną zbytnio przejmował.
-Wyjeżdżamy.-mówię cicho, po chwili.
Brad łączy brwi i milknie. Po dłuższej chwili zmierza w stronę swojego pokoju, a ja zaciekawiona podążam za nim.
Widzę, że zaczyna się pakować.
-Brad?
-Tak?-podnosi głowę.
-Co robisz?
-Jadę z Wami.-rozszerzam lekko oczy.-Justinowi będzie potrzebna pomoc.. Zresztą nie zostawię Cię z nim samą.-czuję przyjemne ciepło i mimowolnie uśmiecham się.
-Dziwię się, że Justin nie bierze całej naszej ekipy. Cholera!-nagle się złości.-Przecież działamy razem! Wiem, że jest szefem gangu, ale niektóre rzeczy mógłby ustalać wraz z nami!
Bradley wychodzi, a ja idę za nim. Kieruje się w stronę salonu, a ja siadam w kuchni. Podsłuchuję rozmowę jego z Justinem.
-Stary! Pojebało Cię?!-złości się Brad.
-Sory, okej?! Nie mam wyboru!
Chłopak prycha.-Mogłeś chociaż ustalić to razem z nami! Nie bądź cholernym egoistą, Stary!
-Spokojnie, okej?-Justin próbuje przekonać sam siebie.-Pojedziemy wszyscy razem.-wzdycha.
Uśmiecham się.
-Skoro jedziemy wszyscy razem, to po co wyjeżdżamy?-dziwi się Brad.
Ma rację. Skoro jedziemy wszyscy razem, to tak, jakbyśmy tutaj zostali, a przecież to nie są jakieś wakacje, byśmy wyjeżdżali..
-Później Ci to wytłumaczę.-mówi, jakby wyczuł to, że jestem w kuchni.
Wychodzi z salonu, a nasze spojrzenia się spotykają.
Podaje mi dłoń, a ja marszczę czoło.
-Jedziemy.
-Och..-szepcę i chwytam ją.
-A James?-zauważam, gdy do samochodu wsiada tylko Bradley.
Odwracam głowę w stronę szyby i zastanawiam się dlaczego tak w ogóle wyjechaliśmy.
-Przyjedzie później.-odpowiada Justin, który siedzie za kierownicą.
-Co z Alex?-pytam.-Przecież została w domu.
Justin milczy.
-Jeżeli nie zabieracie jej z nami, to chcę się z nią pożegnać, Justin..-mówię.
-Nie zrobisz tego.-patrzy na mnie w lusterku.
-Proszę..-nalegam.
Justin nie odpowiada.
Patrzę na Brada, wzrokiem prosząc go o pomoc.
-Stary.. to jej przyjaciółka. Przecież pożegna się, i zaraz wróci, wyluzuj trochę..-przekręca oczami.
-Dobra..-mówi niechętnie.
Uśmiecham się szeroko-Dzięki.-spoglądam ukradkiem na Bradleya i wychodzę z auta. Otwieram drzwi i dziwię się, że nie są zamknięte.. Wchodzę po schodach i kieruje się w stronę łazienki. Nie ma w niej Alex!
-Alex?-opuszczam pomieszczenie i oglądam się w kółko, wzrokiem poszukując dziewczyny. Odwracam się i moje spojrzenie napotyka... Harry'ego!
-Harry...-szepcę.
Podchodzi do mnie, podnosi i wtula w swoje ciało. Zaciskam pięść na jego koszuli i nie mogę uwierzyć, że tutaj jest!
-Moja malutka..-odwraca twarz i wtula ją w moje włosy.
Stoimy tak, a po chwili dociera do mnie pewna myśl. Odrywam się od Harry'ego.
-Jak się tutaj znalazłeś?-marszczę czoło.-Przecież...
Harry uśmiecha się łobuzersko.
-Justin ma tylne wejście, wiesz?
-Nic Ci nie jest?-ujmuje moją twarz w swoje dłonie.
-Wszystko w porządku.-uśmiecham się.
-Chodź..-mówi po chwili i chwyta mnie za dłoń, ciągnąc za sobą.
-Harry.-siłą próbuję go zatrzymać.
-O co chodzi?-dziwi się.
-Alex..
Widzę, że nie rozumie, więc tłumaczę mu bardziej zwięźle.
-Jest tutaj, i musimy ją stąd zabrać.
Harry zamyśla się.
-Wiesz gdzie się znajduje?
-Nie..-blednę.
-Przedtem była w łazience..-dokańczam pospiesznie.
-Olivia.-staje przede mną i wpatruje się w moje oczy.-Nie mamy czasu jej szukać.
-Jak to?-szepcę.
-Zbyt długo Cię szukałem. Justin na pewno zaraz po Ciebie przyjdzie, nie mamy czasu szukać Alex.-kręci głową.
-Harry.. To moja przyjaciółka.-łamie mi się głos.-Nie pozwolę na to, by tutaj została..
Harry przeciera twarz dłońmi.-Chcesz zostać tutaj z Justinem?-zaciska szczękę.-Gdy nas zobaczy nie da Ci spokoju.
Odwracam wzrok, bo wspomnienia boleśnie do mnie docierają. To jak mnie spoliczkował. To jak znęcał się nad Alex, która tak naprawdę nie była niczemu winna!
-Uderzył Cię, prawda?
Dlaczego o to pyta?
-Masz siniaka na policzku..-tłumaczy, jakby czytał mi w myślach.
Potakuję tylko.
-Będzie jeszcze gorzej, jeżeli zobaczy, że tutaj jestem, Olivia...
Milczę przez chwilę.
-Wracaj do samochodu, a ja zaraz do Ciebie przyjdę..
-Olivia, nie..
-Harry.-spoglądam na niego.
Kieruję się w stronę jakiegoś pokoju, z nadzieją, że właśnie w nim będzie przyjaciółka. Otwieram drzwi łazienki i widzę Alex.. leży w kałuży krwi, która ulatnia się z jej nadgarstka. Boże! Pisk ucieka z moich ust i zaczynam się dziwnie trząść oraz płakać.
-Co się dzieje?!-przybiega Harry.
Przecież miał iść do samochodu do cholery!
-Harry! Miałeś wracać!
-Trzeba to opatrzyć!-ignoruje to, co przed chwilą do niego powiedziałam.
Bierze Alex na ręce i kładzie ją na łóżku, a sam udaje się po apteczkę. Siadam koło Alex i łapię ją za dłoń, szlochając.
Alex otwiera oczy.-Przepraszam...-ledwo szepcze, a jej usta są suche.
Zaciskam oczy i kręcę głową.
-Chcesz pić?
Potakuje.
Chwytam wodę, która stoi przed łóżkiem. Pomagam się jej (Alex) podnieść i napić.
-Dzięki.-mówi lżej.
Uśmiecham się tylko w odpowiedzi.
-Dlaczego to zrobiłaś?-mówię po chwili ciszy.
-Miałam dość..-łza spływa jej po policzku.-Justin sponiewierał mnie.-podnosi rękaw bluzki, a mi ukazuje się wielki fioletowy siniak. Chryste!
Śmieje się ironicznie.-A to nie wszystko!
-Przykro mi, Alex..-udaje mi się wyszeptać.
-Jest okej.-uśmiecha się blado.
Gdzie podział się Harry?!
-Harry!-nawołuję, lecz nie uzyskuję odpowiedzi.
Wychodzę z pokoju i kieruję się do głównej łazienki, na korytarzu.
-Nie mogę znaleźć apteczki!-marudzi Harry.
-Poszukam w tamtej.-informuję.
Wychodzę i stąpam na korytarzu, a już zauważam Justina. O cholera!
-Masz mi coś do powiedzenia, kwiatuszku?-jego szczęka zaciska się, a ja mam ochotę ze strachu zapaść się pod ziemię.
-Ja..-zacinam się.
Mężczyzna podchodzi do mnie i podnosi brwi, dając mi do zrozumienia, że domaga się odpowiedzi. Ale ja milczę.
-Jesteś głucha?-denerwuje się.
Otwieram usta, ale żadne słowo z nich nie wypływa.
Podnosi energicznie mój podbródek.-Mówię do Ciebie!-zaciska szczękę.
Spoglądam na niego, i orientuję się, że nie stoi blisko wejścia do łazienki, więc nie zauważył jeszcze Harry'ego.
-Przepraszam!-wtulam się w niego, nie rozumiejąc za co w ogóle go przepraszam, i zaczynam cicho szlochać.
Mija chwila, zanim Justin orientuje się, co się dzieje. Podnosi mnie delikatnie i przyciska do siebie.
-Co się dzieje, skarbie?
-Alex potrzebuje pomocy..-szepcę, mocno wtulając swoją twarz w jego szyję.
Oddalam się od niego.
Opuszczam głowę, nie będąc pewna, czy aby na pewno mu to mówić.-Alex się pocięła. Strasznie krwawi.-spoglądam na niego.-Proszę, pomóż jej.
Wybucham płaczem, jakbym dopiero teraz uświadomiła sobie, jakie mogą być konsekwencje tego, co zrobiła dziewczyna.
-Och, skarbie...-przytula mnie do swojego ciała, a ja nadal obawiam się nie tylko o Alex, ale i o Harry'ego!
-Jej trzeba pomóc, Justin..
Mężczyzna udaje się do pokoju, w którym znajduje się Alex, a ja odwracam głowę i spoglądam na Harry'ego. On ani drgnie, a ja sama nie wiem, co robić w takiej sytuacji.
Zamieram, gdy kieruje się w naszą stronę.-Znowu się widzimy, Bieber..-zaczyna Harry.
Justin odwraca się zdezorientowany, a ja już wiem, że jeżeli nie uda nam się stąd wydostać, będę miała niezłe kłopoty. Przecież Harry sam mnie ostrzegał przed ujawnieniem się!
-Styles?-patrzy na niego spod byka.-Tak, masz rację, znowu.. i szczerze mi się to nie podoba.-zaciska szczękę.-Czego sobie życzysz?-pyta sarkastycznie.
-To chyba jasne, nie sądzisz?
-No tak. Tylko, że Olivia zostaje ze mną.-uśmiecha się złośliwie.
Justin kiwa głową, a ja marszczę czoło, całkowicie nie rozumiejąc jego gestu. Chwilę później czuję, jak ktoś mocno chwyta mnie ramionami, a do nosa przystawia chusteczkę i czuję metaliczny zapach, a później następuje strzał. Na sam koniec udaje mi się tylko dostrzec upadającego Harry'ego. Czy on umarł?...
Gdy się budzę, czuję jak bardzo boli mnie głowa i wręcz pulsuje! Nie jestem w tym samym miejscu, co poprzednio. Ściany w tym pokoju są białe, a meble czarne. Jedno okno jest zasłonięte, dzięki czemu nie razi mnie tak strasznie w oczy. Opadam na poduszkę, ciężko wzdychając i przypominając sobie wczorajsze wydarzenia. Błagam, by Harry żył!
Wychodzę z łóżka i kieruję się w stronę kuchni. Zastaję w niej Justina i żałuję, że ruszałam się z sypialni! Wskazuje na mnie palcem, bym do niego podeszła, a ja już wiem, że nie skończy się to dobrze.
-Wytłumacz mi proszę, co chciałaś tym osiągnąć, kochanie?-stoję naprzeciwko niego i zastanawiam się, jak odpowiedzieć mu na to pytanie.
-Pogódź się z tym, okej?-mówi lekko wkurzony.-Porwałem Cię, kurwa! Nigdy nie dam Ci odejść!-podnosi energicznie mój podbródek.
-Nie próbuj tego robić nigdy więcej, rozumiesz mnie?-mówi spokojniej.
Potakuję tylko głową i zaciskam usta, gdy łza spływa po moim policzku.
-Och, skarbie.. Nie płacz.-wtula mnie w swoje ciało, a ja kompletnie nie rozumiem jego zachowania, lecz odwzajemniam gest, ponieważ tego potrzebuję.
-Przepraszam, że na Ciebie nakrzyczałem. Po prostu nie chcę, by kiedykolwiek się to zdarzyło.
Przepraszam?
Oddalam się od niego, gdy przychodzi mi na myśl pewne pytanie.
-Czy.. czy zabiłeś Harry'ego?
------------------------------------------------------------------------------------
Hahaha ;p Przepraszam Was! Rozdział był prawie 3 tygodnie temu, no i jeszcze takie zakończenie na dokładkę :P Przepraszam Was, za długą, długą nieobecność na blogu! : ( Ale byłam tak przeziębiona, że strach! :O Później nadeszła szkoła (czyli wiadomo, czarne chmury ;p) no i nauka na zaległe sprawdziany, więc dni mijały mi tak szybko, że nawet nie nadążałam z rozdziałami dla Was=brak ich :((( No ale macie! I co najlepsze! Rozdział jest w wersjach roboczych od trzech tygodni! :O Tak się z nim męczyłam! Ufff :) W każdym rozdziale przewiduje różne scenki. Co może się zdarzyć, jak to zrobić, jaki dialog. Zawsze próbuję, by coś było perfekcyjne, ale nigdy nie wychodzi. Może to jest właśnie mój błąd? Nie można nic na siłę? hehehe, nie chodzi o kończenie bloga, tylko o racjonalne myślenie! :D Ale czy tak mi się uda? Nie wieem! :) + Przepraszam za błędy, jeżeli takowe są (nie chodzi mi tutaj wcale o błędy orto :D ) :) Piszę ten rozdział o 00:15 i nie zdążyłam wszystkiego sprawdzić, a muszę już mykać spaać :D No nie dośpię! :P Okkk :))) Dobranoc, robaczki! <33
---
11
PS ROZDZIAŁ DŁUGO POWSTAWAŁ, PONIEWAŻ CHCIAŁAM BY BYŁ DŁUGI, NO ALE KIJ Z TEGO WYSZEDŁ ;/ <3
sobota, 22 listopada 2014
niedziela, 2 listopada 2014
HALLOWEEN'14!
Witam Was tak z innej beczki, bo to nie jest rozdział! :) Niektórzy robią filmiki tydzień przed Halloween, a ja piszę post po nim! Hahaha, przepraszam Was! :d Myślałam wczoraj o napisaniu posta, ale mi jakoś wyleciało :P No ale macie dzisiaj! <3
Dzisiaj omówimy święto Halloween :) Obchodzicie je? :) No więc ja chciałam, ale Wasza Oliwia ma takie szczęście, że musiałam jechać akurat 30 października. Tak, Halloween jest 31, lecz nasza Pani świetlicowa, która organizowała tę imprezę, robiła w piątek coś innego, w innej świetlicy.. No a ja wyczekiwałam szczerze mówiąc Halloween, bo wiadomo zabawa, malowanie się i pełno słodyczy! ;) No ale koniec narzekania! Dzisiaj chciałam Wam opowiedzieć coś ciekawego, o czym dowiedziałam się od naszego Pana Katechety! ;) No więc spróbuję Wam to streścić najkrócej, jak potrafię, ale i szczegółowo.
No więc Halloween ,,napoczęli'' Druidzi, czyli Kapłani Celtyccy wywodzący się ze starożytnej Brytanii :) 31 października wszystkie dusze zmarłych wychodzą spod ziemi i chodzą po świecie wolni, przez ten jeden dzień w roku. :) Celtyccy Kapłani zabijali konie. To one były ich ofiarami. Ale oddalając się od Kapłanów. Był pewien Jack (o ile się nie mylę, bo wszystko piszę z pamięci :)) ), był taki zły, że nawet sam Szatan wygnał go z piekieł, i przez resztę swojego życia błąka się po ziemi. Ale Szatan ,,umilił'' mu tę wieczną drogę po ziemi i z piekła dał mu węgielek, który miał oświetlać mu drogę. Jack włożył mały węgiel do selera (albo do innego warzywa, było to na pewno inne warzywo, ale za nic nie mogę przypomnieć sobie nazwy, przepraszam :( Wiem co to, ale nie pamiętam nazwy ;p), a później zamiast selera była to dynia, która tak naprawdę jest znakiem Satanizmu. Ponieważ dawno temu, 31 października, czyli w dzień Halloween chodzono po domach (zapomniałam kto to był :O) i zabierano rodzicom córkę, która była ofiarom, lecz jeżeli dziewczyna spodobała im się, to stawiali przed drzwiami mieszkania jej rodziców dynię, która oznaczać miała, że, gdy 31 października późnym wieczorem wszystkie dusze wyjdą spod ziemi, mają ominąć ten dom, ponieważ jego mieszkańcy czczą Szatana. A jeżeli niestety nie spodobała im się ona, po prostu ją zabijano.
Mieszkańcy różnych miast, również przebierali się, tak jak robi się to dzisiaj, lecz oni nie robili tego dla zabawy.. Przebierali się dlatego, iż wierzono, że gdy dusze zmarłych ich ujrzą, to stwierdzą, że osoba, która jest przebrana, jest jednym z nich, i nie stanie jej się wtedy krzywda.
Myślę, że jeżeli chodzi o powstanie Halloween to to wszystko. Mam nadzieję, że o niczym nie zapomniałam :OO
Przebrania Halloweenowe! :)
Dzisiaj ludzie przebierają się na Halloween, niektórzy świadomie tego jak ono powstało, niektórzy nie. Najczęściej są to dzieci, dla których jest to po prostu świetna zabawa i dobry
sposób na zdobycie trochę słodkości! ;)
Ja miałam plan pomalować się za coś, co jest przesłodkie, kobiece, no i nie ukrywajmy seksi! :D :))
SUGAR SKULL MAKE-UP :)
Wersja tego Sugar Skull, jest myślę bardziej delikatna, niż te, które pokazuję Wam powyżej. Ale możecie zaszaleć i użyć całkiem innych cieni, co da na pewno fajny efekt! ;) Oto i link:Sugar Skull Makeup Tutorial
Halloween przepisyy! :)
Jeżeli nie chcecie, by Wasze Halloween składało się tylko ze zwykłych ciasteczek i słodyczy, możecie stworzyć coś takiego, i wiele innych:
Halloweenowe kosteczki! ;)
zdj.via:http://zpierwszegotloczenia.pl (sama ich nie wykonywałam, więc byłam zmuszona skopowiać zdj. :) )
biała czekolada - 2-3 tabliczki
paluszki - niesłone, cienkie
mini-marshmallows
W garnku trzeba rozpuścić czekoladę - można to zrobić w kąpieli wodnej albo delikatnie w zwykłym stalowym garnku, uważając, żeby się nie przypaliła. Biała czekolada nie jest w zasadzie prawdziwą czekolada i rozpuszczana się, strasznie dziwnie zachowuje - robią się grudy. Trzeba więc dodać trochę mleka. Co prawda zrobi się wtedy żółtawa ale cóż...
Na paluszki z każdej strony trzeba nadziać marshmallows (pianki) i zanurzyć całość w płynnej czekoladzie. Pozwolić nadmiarowi czekolady ścieknąć do garnka a "kostki" położyć na talerzu wyłożonym papierem pergaminowym.
Gotowe "kostki" wstawiłam na 3 godziny do lodówki.
Gotowe.
+
Kosteczki możecie zrobić z ciasta (aby były kruche) i wsadzić do jakiegoś kubeczka, lub czegoś innego (jako paluszki) :))
Kokosowe babeczki z dynią
zdj.via:najsmaczniejsze.pl
Składniki (6 babeczek):
- 100 g puree z dyni hokkaido (ok. 1/2 szklanki)
- 80 ml mleczka kokosowego
- 60 g mąki pszennej (1/2 szklanka)
- 80 g cukru trzcinowego (1/2 szklanki)
- 50 ml oleju roślinnego
- 1 małe jajka
- 40 g wiórków kokosowych
- 20 g pestek słonecznika
- 20 g rozdrobnionych orzechów włoskich
- 1 łyżeczka przyprawy do ciasta z dyni
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- szczypta soli
- bita śmietana do dekoracji
Piekarnik rozgrzej do 180 C. Formę na muffiny wyłóż papierowymi papilotkami.
Puree z dyni przełóż do miski, wbij jajko, wlej mleczko kokosowe oraz olej roślinny, następnie całość dokładnie zmiksuj dodając stopniowo cukier trzcinowy. Zmniejsz obroty miksera i dodawaj stopniowo mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia i solą. Na końcu dodaj wiórki kokosowe, prażone pestki słonecznika (albo rozdrobnione pestki z dyni) oraz rozdrobnione orzechy włoskie. Całość dokładnie wymieszaj.
Przygotowanie ciasto przekładaj do wcześniej przygotowanej formy wstaw do rozgrzanego piekarnika i piecz przez 20-25 minut (do suchego patyczka). Upieczone kokosowe babeczki odstaw do całkowitego wystudzenia, następnie udekoruj bitą śmietaną.
Babeczki marchewkowe
Składniki (12 babeczek):
- 250 g obranych marchewek
- 170 g maki
- 150 g cukru białego kryształ
- 50 g cukru trzcinowego
- 2 duże jajka
- 160 g oleju (3/4 szklanki)
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 1 łyżeczka przyprawy do piernika
- szczypta soli
- Przygotowanie:
Piekarnik rozgrzej do 170°C. Formę na muffiny wyłóż papilotkami.
Marchewkę umyj, obierz i zetrzyj na tarce na drobnych oczkach. Dodaj mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia i przyprawą do piernika, następnie wymieszaj, tak, aby mąka oblepiła marchewkę.
W misce utrzyj jajka z solą, następnie stopniowo dodawaj cukier kryształ i cukier trzcinowy. Na końcu dodaj olej i ponownie zmiksuj. Gdy masa będzie jasna i puszysta, dodaj do niej marchewkę z mąką i delikatnie wymieszaj łyżką, aż do połączenia się wszystkich składników.
Ciasto przełóż do wcześniej przygotowanej blaszki, wstaw do rozgrzanego piekarnika i piecz przez około 25 minut, do suchego patyczka.
Upieczone babeczki wyjmij z blaszki i wystudź na kratce. Udekoruj czekoladą, kremem, albo oprósz cukrem pudrem.
Składniki:
- 3 białka (ok. 80 g)
- 140 g drobnego cukru
- szczypta soli
- gorzka czekolada
- truskawki albo maliny
- Przygotowanie:
Do schłodzonych białek dodać szczyptę soli i zacząć miksować na najwyższych obrotach miksera. Następnie stopniowo dodawać cukier.
Blachę do pieczenia wyłożyć papierem do pieczenia. Ubite białka przełożyć do szprycy albo rękawa cukierniczego. Wyciskać na blaszkę bezy na kształt duszków albo uformować koteczki.
Bezy suszyć w piekarniku rozgrzanym do 110°C przez około 1-1,5.
Czekoladę rozpuść w kąpieli wodnej, maliny (albo truskawki) zmiksować – mogą być mrożone.
Za pomocą wykałaczki narysować na duszkach oczy i usta.
Truskawki albo maliny zmiksować – podawać z bezowymi kosteczkami.
Udanego Halloween! :)))PS Chciałam dodać to wczoraj, ale rodzice mnie o coś poprosili i to zajęło mi większość czasu, dlatego niestety post pojawia się dzisiaj, KOCHANI! <3 Mam nadzieję, że pomysły się Wam spodobały! :))
I jeszcze jedno. Możecie przygotować galaretkę i dodać do niej oczyy! :) Były one w Lidlu, z tego co pamiętam ;) Czeeeeść :*
piątek, 24 października 2014
Rozdział 16
-Olivia.-mina Bradleya staje się poważna.
-O co chodzi?
-Co masz na policzku?-pyta, a Justin wzrok z telewizora przenosi na mnie.
-To nic takiego.-odpowiadam i uśmiecham się.
-Olivia..?-dopytuje.
-Bradley, nie martw się, nic się nie stało, okay? Możemy już obejrzeć film?-pytam spokojnie.
-Ok.-odpowiada.
------------------------------------------------------------------------------------------------
Nie mam pojęcia, dlaczego tak się przejął. Niby zasinienie jest jest dość widoczne, no ale..
Justin włącza film i otula mnie ramieniem, a ja usadawiam się wygodniej na kanapie.
[...]
Po 45 minutach oglądania, poczułam, że robię się naprawdę zmęczona i powieki zaczynają mi opadać. Jak to możliwe? Przecież przespałam dzisiaj cały dzień!
-Mała?-Justin szturcha moim ramieniem.
-Tak?-szepce i unoszę głowę próbując na niego spojrzeć, ale moje oczy dosłownie same się zamykają!
Justin śmieje się.-Chłopaki, my się zbieramy, bo mała zasypia.
-Spoko.-odpowiadają rozbawieni.
Chłopak bierze mnie na ręce i zanosi do pokoju, kładąc na łóżko i zajmując miejsce obok mnie.
-Przespałaś dzisiaj cały dzień, Kochanie.-śmieje się i głaska mnie po policzku.
Uśmiecham się lekko, a Justin pociera swoim nosem o mój i całuje delikatnie w usta.
-Wiesz, że jesteś dla mnie ważna?-pyta leżąc twarzą bardzo blisko mojej i wpatrując mi się w oczy, jednoczenie zakładając mi pasmo włosów za ucho.
Co?..
-Tak nie powinno być, Justin. Bardzo dobrze o tym wiesz.
-Wiem, ale teraz jesteś moja, mała.-dziwnie się czuję, słysząc te słowa.
Przewracam się na plecy i zastanawiam nad jego słowami.
Ma racje. Teraz jestem z nim.. A co dalej?
-Chyba mnie zmieniasz-szepcze Justin.
-Słucham?-zaciekawiona odwracam twarz w jego stronę.
-Chyba mnie zmieniasz, Olivia. Nie zauważyłaś? Przez Ciebie jestem taki... czuły.-złącza brwi, i udaje jakby to było coś obrzydliwego.
Śmieję się.
-Jesteś straszna.-kładzie głowę na mojej piersi.
Oj..
Nie wiem dlaczego, ale po prostu nie mogę się powstrzymać i zatapiam dłoń w jego włosach.
-To chyba nic strasznego, Justin.-droczę się z nim na temat tego, co powiedział wcześniej.
-Mała, jestem w mafii. Bezuczuciowy sukinsyn. Tak postrzegają mnie inni, i wolę by tak pozostało.-zamykam moją małą dłoń w swojej i splata nasze palce.
Co to ma oznaczać?..
-Jak miło..-mruczy, gdy bawię się jego włosami.
Uśmiecham się pod nosem.
Teraz jest przyjemnie. Nikt z nas nic nie mówi, i tak po prostu leżymy, a ja z czasem zasypiam.
[...]
Gdy się budzę, Justina nie ma obok mnie. Wychodzę z łóżka i kieruję się w stronę łazienki, załatwiając swoje potrzeby. Świetnie! Od prawie dwóch dni chodzę w koszuli Justina..
Gdy wychodzę, dostrzegam.. Pete'a. Co on tutaj robi?!
-Oo. Witaj, Kochanie. Długo się nie widzieliśmy, prawda?-uśmiecha się figlarnie i zmierza w moją stronę.
-Dlaczego okłamałeś Justina?-pytam niepewnie, cofając się.
-Posłuchaj skarbie, wszyscy wierzą mi.. Nie Tobie.-uśmiecha się złośliwie- kto uwierzyłby takiej nieśmiałej dziewczynce, jak Ty?
Uderzam plecami o ścianę, a Pete chichocze.
-Kumpluję się z Justinem od lat, i potrafię to wykorzystać. Kto wie, może i to ja będę tym, który za jakiś czas przejmie tę mafię po Justinie, i to ja będę szefem. A wtedy już się nie wywiniesz.-łapie mój podbródek i podnosi go, lustrując mnie spojrzeniem. Patrzę na niego, a jego twarz wyraża dziwną złość. Dlaczego?
Odwracam głowę, wyswobadzając ją z jego dłoni.
-Nie byłabym tego taka pewna..-patrzę na niego.
Śmieje się i przybliża się do mnie jeszcze bardziej.
-Czego nie byłabyś pewna, skarbie?-uśmiecha się zadziornie.
-Tego, że to Ty przejmiesz tę mafię. W ogóle do niej należysz?-podnoszę brwi, i zadziwia mnie moja odwaga.
-Nie, Kochanie. Należę do innej mafii. Równie niebezpiecznej.-uśmiecha się.
-Więc co robisz tutaj?
-Wraz z Justinem handlujemy..-przerywa.-..dziewczynami.-podnoszę brwi i zamieram. Justin mi o tym mówił.. ale przez to, że teraz mówi mi to Pete, reaguję dziwną paniką. Chwila! Co z Alex?!
Pete sięga do tylnej kieszeni, a ja zaczynam się obawiać o to, co tak histerycznie próbował w niej schować.
-Co zrobiliście Alex?-pytam niepewnie, obserwując bacznie jego ruchy. Mężczyzna wyciąga z kieszeni.. nóż, i przygląda się mu z dziwnym zaciekawieniem, co daje mi do zrozumienia, że Pete jest naprawdę nieobliczalny..
Uśmiecha się dziwnie i jedną ręką odsłania mój brzuch, przykładając do niego nóż. Nawet nie zauważyłam, kiedy odpiął mi koszulę!
-Alex umila czas pewnemu miłemu Panu, skarbie.-uśmiecha się figlarnie i zbliża się do mnie, a ja zaczynam panikować, czując na sobie zimny, ostry nóż.
Umila czas?!
Nie odzywam się ani słowem i odwracam twarz.
Chwyta moją twarz w swoje dłonie.-Myślę, że pod tą niewinnością kryje się dziewczyna, której również mogłoby się to spodobać, nie sądzisz?-uśmiecha się figlarnie, a mnie przechodzą dreszcze.
Znowu wyrywam się z jego dotyku i odwracam twarz.-Nie. Myślę, że nie.-szepce.
Pete śmieje się.
-Nie mogę uwierzyć, że Justin Cię jeszcze nie pieprzył.-uśmiecha się dziwnie, po czym przyciąga mnie do siebie, a ja zamieram, czując lekkie szczypanie na brzuchu, co oznacza, że nóż wbił mi się w niego tworząc niby nieszkodliwą ranę.-Jesteś dziewicą, skarbie?-uśmiecha się figlarnie.
Co?! Rozszerzam lekko oczy. Jak mógł zadać tak osobiste pytanie?!
-Myślę, że to moja sprawa.-odwracam twarz. Przecież nie powiem mu, że zostałam już zgwałcona!
-Uznam to za ,,tak''.-śmieje się.
Znowu ujmuje moją twarz w swoje zimne dłonie.-Cieszę się, że będę pierwszy, kochanie.-uśmiecha się, a mnie przechodzą dreszcze.
Pete zaczyna całować moje usta, a ja kładę swoje dłonie na jego torsie i próbuję go odepchnąć, ale moje starania na nic się nie zdają.
-Przestań..-udaje mi się otworzyć usta, gdy Pete odrywa się od nich przenosi się na szyję.
-Daj spokój, mała.-patrzy na mnie ze..złością? Dlaczego?- Jesteś już dużą dziewczynką, powinnaś przeżyć swój pierwszy raz.-mruży groźnie oczy.
-Mam 16 lat!-burzę się.
-Wystarczająco..
Co?!
Znowu wpija się w moje usta i kładzie dłoń, na tyle mojej głowy, przyciskając do siebie.
Znowu próbuję go od siebie odepchnąć, ale na marne.
Niespodziewanie drzwi otwierają się, a Pete odskakuje ode mnie zdezorientowany.
Dostrzegam w nich Bradleya, i po prostu mam ochotę wskoczyć mu w ramiona.
-Pete..-patrzy na niego zły.-Co Ty kurwa odpierdalasz?!- Brad patrzy się na mnie, a następnie wściekły przenosi wzrok na Pete'a.
Ocieram łzy.
-Ta mała suka się do mnie dobierała!-otwieram usta w szoku. Jak może?!-Najlepiej będzie, jeżeli Justin sprzeda ją do burdelu, bo widocznie lubi się puszczać.-patrzy na mnie z udawaną odrazą.
Przechodzą mnie dreszcze.-Słucham?! Chciałeś mnie zgwałcić!-łkam.
-Masz bujną wyobraźnię, skarbie.-uśmiecha się sztucznie.
Niczym małe dziecko uciekam z płaczem do łazienki i zamykam się w niej. Siadam na kafelkach i podciągam kolana do brody.
-Olivia!-krzyczy Bradley, dobijając się do drzwi.-Otwórz.
-Zostaw mnie samą!-łkam żałośnie.
-Olivia..-wzdycha.-Otwórz drzwi.-mówi spokojniej, ale ja ani drgnę.
-Nie zachowuj się jak dziecko, Olivia.
Odchylam głowę i opieram ją o białą ścianę. Po chwili decyduję się jednak otworzyć. Przekręcam kluczyk i otwieram je, widząc przed nimi zatroskanego Brada. Podchodzi do mnie pospiesznie, ściera moje łzy i przyciska do swojego ciała, a ja wybucham płaczem.
-Co tam się właściwie stało, Olivia?-pyta po chwili i odsuwa się lekko ode mnie.
Podnoszę zapłakaną twarz i spoglądam na chłopaka.
-On chciał mnie zgwałcić.-mówię, gdy mój oddech się uspokaja.
-Kurwa..-szepce i przyciska mnie do swojego ciała.
Przez ramię Brada dostrzegam Justina, który wchodzi do pokoju. Niezłe wyczucie czasu!
Mruży dziwnie oczy i łączy brwi.-Co się dzieje, Stary?-zwraca się do Brada.
-Chyba musisz bardziej pilnować Olivii, bracie.-oddala się ode mnie.
Justin podchodzi do mnie i chwyta moją twarz w swoje dłonie, a ja zamykam oczy i czuję, jak moje mięśnie się spinają. Jak Pete mógł to zrobić?!
-Co się stało, Skarbie?
Nie odpowiadam i kręcę głową, dając mu do zrozumienia, że nie chcę mu tego tłumaczyć. Po prostu się w niego wtulam i zauważam Brada, który spogląda na mnie niepewnie. Podnoszę kąciki ust, dając mu do zrozumienia, że wszystko jest w porządku. Odwzajemnia ten gest i wychodzi z pokoju.
-Wszystko dobrze, mała?-pyta Justin.
Potakuję głową.
-Powiesz mi chociaż co się stało?
-Nie chcę..
Justin wzdycha.
-Chciałbym wiedzieć co się dzieje, Kochanie.-podnosi mój podbródek.
-Po prostu..Ja..-zaczynam się plątać.. Kurczę!-Pete przyszedł tutaj bo...-zacinam się.
-Olivia.-Spogląda na mnie spod byka.-Ile razy mówiłem Ci, że jeżeli się Ciebie o coś pytam, to masz mówić prawdę, tak?
Jest wkurzony.
-Pete chciał mnie zgwałcić.-mówię cicho. Justin usłyszał to na pewno, bo zmrużył dziwnie oczy.
-Co kurwa?
Odwracam głowę.
-Widzisz.-spoglądam na niego.-Nie wierzysz mi, prawda?
Justin nie odpowiada, tylko przeciera twarz dłońmi i wychodzi z pokoju. Kolejne łzy spływają po moich policzkach, podchodzę do łóżka i siadam na jego krańcu.
Dlaczego mi nie wierzy? Dlaczego każe mi mówić prawdę, a potem nagle wątpi w moje słowa?! To chore.
Odwracam głowę i widzę Justina, który opiera się o framugę drzwi z rękoma skrzyżowanymi na piersi.
Podchodzi do mnie, klęka i kładzie swoją dłoń na moim policzku, intensywnie się we mnie wpatrując.
-Przepraszam Cię, Kochanie.
Łączę brwi.
-Brad powiedział mi wszystko.
Spuszczam wzrok.
-Pete to sukinsyn.-zaciska szczękę.-Powinienem był Ci uwierzyć.
Nie odpowiadam. Justin wpatruje się we mnie, wypalając mi tym dziurę w ciele.
Ta... Powinien był.
-Justin?-mówię, gdy coś sobie uświadamiam.
-Tak, mała?
-Co z Alex?-pytam niepewnie, bo nie wiem, jak zareaguje.
-Alex zachowała się bardzo niegrzecznie, skarbie.-widzę dziwny błysk w jego oku.
Zaczynam panikować w obawie o moją przyjaciółkę.
-Justin.-czuję, jak łza spływa mi po policzku.-Co jej zrobiliście?-łkam.
-To na co zasłużyła.-ściera ją, a ja odwracam twarz, brzydząc się jego dotyku.
-Co ona takiego zrobiła, by tutaj trafić?!-burzę się i patrzę na Justina, lecz obraz rozmazuje się przez łzy, które cisną mi się do oczu.
-Nie unoś głosu, Olivia!-Jak zawsze..-Zrobiła coś, czego nie powinna była. Proste!-Jest wkurzony i to, że ona cierpi nie wywiera na nim żadnego wzruszenia. Co za człowiek!
-Więc jeżeli nie chcesz skończyć, tak jak ona, to radzę Ci nieraz trzymać język za zębami, skarbie.-patrzę na niego, a on jest nieźle wkurzony i zamierzam się już nie odzywać, tylko opuszczam głowę.
-Zależy mi na Tobie, ale...-unosi mój podbródek-Jeżeli zrobisz coś nieodpowiedniego, to nie zawaham się. Zapamiętaj to, Kochanie.-lustruje moje oczy spojrzeniem.
Po jego słowach przechodzą mnie dreszcze.
Justin wstaje energicznie i wychodzi z pokoju, a ja zostaję w nim sama.
Bardzo boję się o Alex. A co jeśli to ja wpakowałam ją w to całe błoto, z którego nie można się wydostać? Bardzo bym tego nie chciała..
Zamykam oczy, oddychając głęboko i próbując odsunąć od siebie wszystkie negatywne myśli, i zamienić je na te pozytywne. Przecież jest szansa, że się stąd wydostanę, prawda? Przecież Harry obiecał mi, obiecał, że mnie uratuje.. A mimo to siedzę tutaj te pieprzone 2 tygodnie!
Nagle wybucham płaczem i zaczynam się trząść. Wchodzę pod pierzynę i zakrywam się nią po same uszy, jakby miała chronić mnie przed całym złem tego świata. Nagle coś sobie uświadamiam! Przecież mam telefon! Boże! Miałam go cały czas w spodniach! Wygrzebuję się z łóżka i idę do łazienki. Na jednej z szafek zauważam moje zguby. Podchodzę, biorę je w dłonie i przyciskam do klatki piersiowej, dziękując Bogu. Wyciągam z tylnej kieszeni telefon komórkowy i co się okazuje?! Jest zalany! Szlak by to! Zdejmuję obudowę, z której wypływa woda i ochlapuje nią całą podłogę. Choleraaa! Co teraz?! Biorę pierwszy lepszy ręcznik, który podsunie mi się pod dłoń, i wycieram nim małą kałużę wody.
-Olivia!-krzyczy Justin.
Cholera!
Wstaję, wieszam ręcznik i pospiesznie chowam telefon z powrotem do tylnej kieszeni.
Gdy wracam do sypialni, zauważam Justin, który kurczowo trzyma Alex za ramię. Posiniaczone.. ramię. Ma rozciętą wargę i zasinienie na czole.
Otwieram usta ze zdziwienia i chcę do niej podejść, ale Justin jest szybszy i zanim wykonuję krok, on już chwyta mnie w talii i odsuwa jeszcze dalej od mojej przyjaciółki.
Przygniata mnie do ściany.-Wiesz co, Kochanie?-uśmiecha się ironicznie.-Śmieszna sytuacja.-śmieje się, a ja złączam brwi, ponieważ Justin zachowuje się o niebo dziwnie..
Nic specjalnego.
-Alex znalazła się tutaj, ponieważ pewien koleś postanowił nam ją sprzedać. Tak po prostu.
-Nie rozumiem..-szepce.
-Nie rozumiesz?!-opiera się nagle dłońmi po bokach mojej głowy, a ja zaciskam usta i wzdrygam się.
Przybliża swoją twarz bardzo blisko mojej.-Twoja przyjaciółka-zerka w jej stronę.-jest dziwką.
-Nie.-macham przecząco głową.-Nie wierzę Ci.-szepce ledwo dosłyszalnie.
Justin podnosi brwi.
-Cóż, to bardzo źle, skarbie. Ponieważ wszystkie dziewczyny, które trafiają do nas, pracowały jako striptizerki, i pokazywały to i owo niektórym facetom.
Odwraca się w stronę Alex-Nie przyznasz się swojej przyjaciółce, że lubisz się puszczać?
-Justin.-szepce i łapię go za ramię.
-Nie wpierdalaj się, Olivia.-spogląda na mnie spod byka, a ja od razu milknę.
Nigdy na mnie nie przeklął, więc to daje mi do zrozumienia, że teraz jest naprawdę zdenerwowany.
-Nie przyznasz się, że robiłaś to za pieniądze?-powoli do niej podchodzi.
Patrzę w oczy Alex, a one wyrażają niepokój, strach.. smutek.
-Przepraszam..-udaje mi się wyczytać z jej warg.
Zamykam oczy i czuję, jak pierwsze fale łez spływają po moich policzkach. To jest chore.. On jest chory.
Chwyta dziewczynę brutalnie za podbródek i podnosi go.
-Miej chociaż odwagę się przyznać!-wrzeszczy na nią, a ja nawet nie próbuję jej pomóc. Dlaczego?
Dlaczego brakuje mi odwagi ochronić przyjaciółkę, na której tak mi zależy? Przecież jest jedyną tak bliską mi osobą tutaj!
Nic nie robię, stojąc jak ten słup. Czuję tylko łzy spływające mi po policzkach.
-Ona przez Ciebie cierpi!-odwraca jej podbródek w moją stronę, by na mnie spojrzała.
Nie, Justin. Cierpię przez Ciebie.
-Zostaw ją!-nareszcie reaguję i podbiegam do Justina, ignorując to, że moje nogi są, jak z waty. Kładę dłonie na jego plecach, by odpuścił.
-Wierzę Ci, tylko proszę zostaw ją!-łkam.
Justin odwraca się w moją stronę i podnosi mój podbródek.
Spogląda mi głęboko w oczy.-Jesteś taka nieposłuszna.-ścisza głos, wpatrując się we mnie.-Mam nieraz ochotę przywalić Ci w tę Twoją twarzyczkę, byś zrozumiała wreszcie, kto tu rządzi.-przybliża się do mnie, a ja zamieram.-Nie jestem słodkim chłopcem, skarbie. Nie będę głaskał Cię po głowie, gdy Ty wyskoczysz mi z jakimś numerem. Tu panują pewne zasady. Jeżeli Ty będziesz wreszcie posłuszna, to ja będę dla Ciebie milszy. Nie pyskuj i nie sprzeciwiaj się, jasne?-podnosi brwi.
-Jasne..-spuszczam wzrok.
Między nami panuje dziwna cisza i czuję się z nią krępująco. Gdy telefon Justina zaczyna dzwonić i chłopak wychodzi z pokoju, dziękuję w duchu.
Podchodzę do Alex.
-Wszystko w porządku?-unoszę lekko kąciki ust, ale zapewne wychodzi z tego jakiś grymas.
-Tak.-wpatruje się we mnie.-Słuchaj. Przepraszam, że...-nie daję jej skończyć.
-Alex..daj spokój. To nie jest ważne. Jeżeli robiłaś to, bo musiałaś, nie mam do tego nic, okay? Nie martw się tym teraz, serio.-jedna łza spływa mi po policzku.
Alex przytula mnie mocno, po czym uśmiecha się do mnie lekko.
Jej uśmiech znika, gdy kładzie dłoń na moim policzku i odwraca moją głowę, dotykając mojego siniaka.
-Jak Ty to znosisz?-mówi ze smutkiem w głosie, nawet nie pytając, kto to zrobił. Cóż, na pewno nietrudno jest się tego domyśleć..
-Jakoś daję radę.-znowu próbuję się uśmiechnąć, pocierając lekko jej ramię.
-Możemy się stąd wyrwać, Olivia.
Rozszerzam oczy.
-Alex! Nie!-macham energicznie głową.-Nie, nie ma mowy! Nie wiesz, do czego zdolny jest Justin. To są gangsterzy, zrozum.-łkam.-Nie narażajmy się, i błagam nie proś o to nigdy.-zamykam oczy, wzdychając.
-W porządku, Olivia.-teraz to ona pociera przyjacielsko moje ramię.
-Chodź.-mówię do niej i chwytam jej nadgarstek, sadzając ją na łóżku. Wyciągam z szafki maść.
-Na początku będzie piekło.-upominam ją.
Dziewczyna potakuje.
-Ale wiesz, że nie musisz, prawda?-unosi brwi.
-Ale chcę.-unoszę lekko kąciki ust.
Wsmarowuję delikatnie maść w jej czoło i widzę, jak na twarzy dziewczyny pojawia się grymas. Chichoczę cichutko pod nosem. Jak dobrze jest mieć ją przy sobie!
Resztki maści wycieram odruchowo o moje udo, na którym chwilę później pojawia się zaczerwienienie.
-Kurczę.-marudzę pod nosem.
Alex zaczyna się śmiać, a ja patrzę na jej rozbawioną minę spod ukosa.
-Tak Cię to bawi, hmm?-uśmiecham się przyjacielsko.
Odwracam głowę w stronę drzwi, gdy słyszę, jak trzaskają. Widzę Justina, który zmierza w naszym kierunku. Najpierw spogląda na maść, która leży obok mnie, a potem na mnie, następnie wzrok przenosząc na Alex.
-Przepraszam za przerwanie Wam zabawy dziewczynki, ale muszę zabrać Alex.-mówi ironicznie.
-Po co?-szepce.
-Mamy klienta..-mówi to tak po prostu.
Chwyta mocno dziewczynę za nadgarstek i ciągnie ją za sobą, a ja odruchowo wstaję i kieruję się w ich stronę.
-Justin!
Odwraca się energicznie w moją stronę i widzę, jak złość buzuje w nim i przybliża swoją twarz niebezpiecznie blisko mojej.
-,,Nie sprzeciwiaj się''-powiedział to tak, jakby chciał przypomnieć mi to, o czym rozmawialiśmy kilkadziesiąt minut temu.
Widzę, jak Justin zaciska szczękę, więc nie odzywam się więcej i siadam na krańcu łóżka spuszczając głowę.
-Słusznie.-odzywa się.
Po chwili czuję, jak moja ręka staje się mokra przez łzy, które na nią kapią. Korzystając z okazji, że Justin wyszedł udaję się do łazienki, znowu wyjmując ze spodni telefon, oglądając go. Cudownie!
Jeżeli Justin go znajdzie, na pewno pożałuję..
Wchodzę do kabiny i biorę orzeźwiający prysznic. Opieram dłonie o kafelki i próbuję się uspokoić. Zdecydowanie za dużo jak na jeden dzień..
----------------------------------------------------------------------
Heej, miśki! <3 Więc kolejny rozdział jest! Mam nadzieję, że się podoba! Czekam na komentarze! (MOTYWUJEMY! :) )
KOCHAM WAS! <3
----
11
-O co chodzi?
-Co masz na policzku?-pyta, a Justin wzrok z telewizora przenosi na mnie.
-To nic takiego.-odpowiadam i uśmiecham się.
-Olivia..?-dopytuje.
-Bradley, nie martw się, nic się nie stało, okay? Możemy już obejrzeć film?-pytam spokojnie.
-Ok.-odpowiada.
------------------------------------------------------------------------------------------------
Nie mam pojęcia, dlaczego tak się przejął. Niby zasinienie jest jest dość widoczne, no ale..
Justin włącza film i otula mnie ramieniem, a ja usadawiam się wygodniej na kanapie.
[...]
Po 45 minutach oglądania, poczułam, że robię się naprawdę zmęczona i powieki zaczynają mi opadać. Jak to możliwe? Przecież przespałam dzisiaj cały dzień!
-Mała?-Justin szturcha moim ramieniem.
-Tak?-szepce i unoszę głowę próbując na niego spojrzeć, ale moje oczy dosłownie same się zamykają!
Justin śmieje się.-Chłopaki, my się zbieramy, bo mała zasypia.
-Spoko.-odpowiadają rozbawieni.
Chłopak bierze mnie na ręce i zanosi do pokoju, kładąc na łóżko i zajmując miejsce obok mnie.
-Przespałaś dzisiaj cały dzień, Kochanie.-śmieje się i głaska mnie po policzku.
Uśmiecham się lekko, a Justin pociera swoim nosem o mój i całuje delikatnie w usta.
-Wiesz, że jesteś dla mnie ważna?-pyta leżąc twarzą bardzo blisko mojej i wpatrując mi się w oczy, jednoczenie zakładając mi pasmo włosów za ucho.
Co?..
-Tak nie powinno być, Justin. Bardzo dobrze o tym wiesz.
-Wiem, ale teraz jesteś moja, mała.-dziwnie się czuję, słysząc te słowa.
Przewracam się na plecy i zastanawiam nad jego słowami.
Ma racje. Teraz jestem z nim.. A co dalej?
-Chyba mnie zmieniasz-szepcze Justin.
-Słucham?-zaciekawiona odwracam twarz w jego stronę.
-Chyba mnie zmieniasz, Olivia. Nie zauważyłaś? Przez Ciebie jestem taki... czuły.-złącza brwi, i udaje jakby to było coś obrzydliwego.
Śmieję się.
-Jesteś straszna.-kładzie głowę na mojej piersi.
Oj..
Nie wiem dlaczego, ale po prostu nie mogę się powstrzymać i zatapiam dłoń w jego włosach.
-To chyba nic strasznego, Justin.-droczę się z nim na temat tego, co powiedział wcześniej.
-Mała, jestem w mafii. Bezuczuciowy sukinsyn. Tak postrzegają mnie inni, i wolę by tak pozostało.-zamykam moją małą dłoń w swojej i splata nasze palce.
Co to ma oznaczać?..
-Jak miło..-mruczy, gdy bawię się jego włosami.
Uśmiecham się pod nosem.
Teraz jest przyjemnie. Nikt z nas nic nie mówi, i tak po prostu leżymy, a ja z czasem zasypiam.
[...]
Gdy się budzę, Justina nie ma obok mnie. Wychodzę z łóżka i kieruję się w stronę łazienki, załatwiając swoje potrzeby. Świetnie! Od prawie dwóch dni chodzę w koszuli Justina..
Gdy wychodzę, dostrzegam.. Pete'a. Co on tutaj robi?!
-Oo. Witaj, Kochanie. Długo się nie widzieliśmy, prawda?-uśmiecha się figlarnie i zmierza w moją stronę.
-Dlaczego okłamałeś Justina?-pytam niepewnie, cofając się.
-Posłuchaj skarbie, wszyscy wierzą mi.. Nie Tobie.-uśmiecha się złośliwie- kto uwierzyłby takiej nieśmiałej dziewczynce, jak Ty?
Uderzam plecami o ścianę, a Pete chichocze.
-Kumpluję się z Justinem od lat, i potrafię to wykorzystać. Kto wie, może i to ja będę tym, który za jakiś czas przejmie tę mafię po Justinie, i to ja będę szefem. A wtedy już się nie wywiniesz.-łapie mój podbródek i podnosi go, lustrując mnie spojrzeniem. Patrzę na niego, a jego twarz wyraża dziwną złość. Dlaczego?
Odwracam głowę, wyswobadzając ją z jego dłoni.
-Nie byłabym tego taka pewna..-patrzę na niego.
Śmieje się i przybliża się do mnie jeszcze bardziej.
-Czego nie byłabyś pewna, skarbie?-uśmiecha się zadziornie.
-Tego, że to Ty przejmiesz tę mafię. W ogóle do niej należysz?-podnoszę brwi, i zadziwia mnie moja odwaga.
-Nie, Kochanie. Należę do innej mafii. Równie niebezpiecznej.-uśmiecha się.
-Więc co robisz tutaj?
-Wraz z Justinem handlujemy..-przerywa.-..dziewczynami.-podnoszę brwi i zamieram. Justin mi o tym mówił.. ale przez to, że teraz mówi mi to Pete, reaguję dziwną paniką. Chwila! Co z Alex?!
Pete sięga do tylnej kieszeni, a ja zaczynam się obawiać o to, co tak histerycznie próbował w niej schować.
-Co zrobiliście Alex?-pytam niepewnie, obserwując bacznie jego ruchy. Mężczyzna wyciąga z kieszeni.. nóż, i przygląda się mu z dziwnym zaciekawieniem, co daje mi do zrozumienia, że Pete jest naprawdę nieobliczalny..
Uśmiecha się dziwnie i jedną ręką odsłania mój brzuch, przykładając do niego nóż. Nawet nie zauważyłam, kiedy odpiął mi koszulę!
-Alex umila czas pewnemu miłemu Panu, skarbie.-uśmiecha się figlarnie i zbliża się do mnie, a ja zaczynam panikować, czując na sobie zimny, ostry nóż.
Umila czas?!
Nie odzywam się ani słowem i odwracam twarz.
Chwyta moją twarz w swoje dłonie.-Myślę, że pod tą niewinnością kryje się dziewczyna, której również mogłoby się to spodobać, nie sądzisz?-uśmiecha się figlarnie, a mnie przechodzą dreszcze.
Znowu wyrywam się z jego dotyku i odwracam twarz.-Nie. Myślę, że nie.-szepce.
Pete śmieje się.
-Nie mogę uwierzyć, że Justin Cię jeszcze nie pieprzył.-uśmiecha się dziwnie, po czym przyciąga mnie do siebie, a ja zamieram, czując lekkie szczypanie na brzuchu, co oznacza, że nóż wbił mi się w niego tworząc niby nieszkodliwą ranę.-Jesteś dziewicą, skarbie?-uśmiecha się figlarnie.
Co?! Rozszerzam lekko oczy. Jak mógł zadać tak osobiste pytanie?!
-Myślę, że to moja sprawa.-odwracam twarz. Przecież nie powiem mu, że zostałam już zgwałcona!
-Uznam to za ,,tak''.-śmieje się.
Znowu ujmuje moją twarz w swoje zimne dłonie.-Cieszę się, że będę pierwszy, kochanie.-uśmiecha się, a mnie przechodzą dreszcze.
Pete zaczyna całować moje usta, a ja kładę swoje dłonie na jego torsie i próbuję go odepchnąć, ale moje starania na nic się nie zdają.
-Przestań..-udaje mi się otworzyć usta, gdy Pete odrywa się od nich przenosi się na szyję.
-Daj spokój, mała.-patrzy na mnie ze..złością? Dlaczego?- Jesteś już dużą dziewczynką, powinnaś przeżyć swój pierwszy raz.-mruży groźnie oczy.
-Mam 16 lat!-burzę się.
-Wystarczająco..
Co?!
Znowu wpija się w moje usta i kładzie dłoń, na tyle mojej głowy, przyciskając do siebie.
Znowu próbuję go od siebie odepchnąć, ale na marne.
Niespodziewanie drzwi otwierają się, a Pete odskakuje ode mnie zdezorientowany.
Dostrzegam w nich Bradleya, i po prostu mam ochotę wskoczyć mu w ramiona.
-Pete..-patrzy na niego zły.-Co Ty kurwa odpierdalasz?!- Brad patrzy się na mnie, a następnie wściekły przenosi wzrok na Pete'a.
Ocieram łzy.
-Ta mała suka się do mnie dobierała!-otwieram usta w szoku. Jak może?!-Najlepiej będzie, jeżeli Justin sprzeda ją do burdelu, bo widocznie lubi się puszczać.-patrzy na mnie z udawaną odrazą.
Przechodzą mnie dreszcze.-Słucham?! Chciałeś mnie zgwałcić!-łkam.
-Masz bujną wyobraźnię, skarbie.-uśmiecha się sztucznie.
Niczym małe dziecko uciekam z płaczem do łazienki i zamykam się w niej. Siadam na kafelkach i podciągam kolana do brody.
-Olivia!-krzyczy Bradley, dobijając się do drzwi.-Otwórz.
-Zostaw mnie samą!-łkam żałośnie.
-Olivia..-wzdycha.-Otwórz drzwi.-mówi spokojniej, ale ja ani drgnę.
-Nie zachowuj się jak dziecko, Olivia.
Odchylam głowę i opieram ją o białą ścianę. Po chwili decyduję się jednak otworzyć. Przekręcam kluczyk i otwieram je, widząc przed nimi zatroskanego Brada. Podchodzi do mnie pospiesznie, ściera moje łzy i przyciska do swojego ciała, a ja wybucham płaczem.
-Co tam się właściwie stało, Olivia?-pyta po chwili i odsuwa się lekko ode mnie.
Podnoszę zapłakaną twarz i spoglądam na chłopaka.
-On chciał mnie zgwałcić.-mówię, gdy mój oddech się uspokaja.
-Kurwa..-szepce i przyciska mnie do swojego ciała.
Przez ramię Brada dostrzegam Justina, który wchodzi do pokoju. Niezłe wyczucie czasu!
Mruży dziwnie oczy i łączy brwi.-Co się dzieje, Stary?-zwraca się do Brada.
-Chyba musisz bardziej pilnować Olivii, bracie.-oddala się ode mnie.
Justin podchodzi do mnie i chwyta moją twarz w swoje dłonie, a ja zamykam oczy i czuję, jak moje mięśnie się spinają. Jak Pete mógł to zrobić?!
-Co się stało, Skarbie?
Nie odpowiadam i kręcę głową, dając mu do zrozumienia, że nie chcę mu tego tłumaczyć. Po prostu się w niego wtulam i zauważam Brada, który spogląda na mnie niepewnie. Podnoszę kąciki ust, dając mu do zrozumienia, że wszystko jest w porządku. Odwzajemnia ten gest i wychodzi z pokoju.
-Wszystko dobrze, mała?-pyta Justin.
Potakuję głową.
-Powiesz mi chociaż co się stało?
-Nie chcę..
Justin wzdycha.
-Chciałbym wiedzieć co się dzieje, Kochanie.-podnosi mój podbródek.
-Po prostu..Ja..-zaczynam się plątać.. Kurczę!-Pete przyszedł tutaj bo...-zacinam się.
-Olivia.-Spogląda na mnie spod byka.-Ile razy mówiłem Ci, że jeżeli się Ciebie o coś pytam, to masz mówić prawdę, tak?
Jest wkurzony.
-Pete chciał mnie zgwałcić.-mówię cicho. Justin usłyszał to na pewno, bo zmrużył dziwnie oczy.
-Co kurwa?
Odwracam głowę.
-Widzisz.-spoglądam na niego.-Nie wierzysz mi, prawda?
Justin nie odpowiada, tylko przeciera twarz dłońmi i wychodzi z pokoju. Kolejne łzy spływają po moich policzkach, podchodzę do łóżka i siadam na jego krańcu.
Dlaczego mi nie wierzy? Dlaczego każe mi mówić prawdę, a potem nagle wątpi w moje słowa?! To chore.
Odwracam głowę i widzę Justina, który opiera się o framugę drzwi z rękoma skrzyżowanymi na piersi.
Podchodzi do mnie, klęka i kładzie swoją dłoń na moim policzku, intensywnie się we mnie wpatrując.
-Przepraszam Cię, Kochanie.
Łączę brwi.
-Brad powiedział mi wszystko.
Spuszczam wzrok.
-Pete to sukinsyn.-zaciska szczękę.-Powinienem był Ci uwierzyć.
Nie odpowiadam. Justin wpatruje się we mnie, wypalając mi tym dziurę w ciele.
Ta... Powinien był.
-Justin?-mówię, gdy coś sobie uświadamiam.
-Tak, mała?
-Co z Alex?-pytam niepewnie, bo nie wiem, jak zareaguje.
-Alex zachowała się bardzo niegrzecznie, skarbie.-widzę dziwny błysk w jego oku.
Zaczynam panikować w obawie o moją przyjaciółkę.
-Justin.-czuję, jak łza spływa mi po policzku.-Co jej zrobiliście?-łkam.
-To na co zasłużyła.-ściera ją, a ja odwracam twarz, brzydząc się jego dotyku.
-Co ona takiego zrobiła, by tutaj trafić?!-burzę się i patrzę na Justina, lecz obraz rozmazuje się przez łzy, które cisną mi się do oczu.
-Nie unoś głosu, Olivia!-Jak zawsze..-Zrobiła coś, czego nie powinna była. Proste!-Jest wkurzony i to, że ona cierpi nie wywiera na nim żadnego wzruszenia. Co za człowiek!
-Więc jeżeli nie chcesz skończyć, tak jak ona, to radzę Ci nieraz trzymać język za zębami, skarbie.-patrzę na niego, a on jest nieźle wkurzony i zamierzam się już nie odzywać, tylko opuszczam głowę.
-Zależy mi na Tobie, ale...-unosi mój podbródek-Jeżeli zrobisz coś nieodpowiedniego, to nie zawaham się. Zapamiętaj to, Kochanie.-lustruje moje oczy spojrzeniem.
Po jego słowach przechodzą mnie dreszcze.
Justin wstaje energicznie i wychodzi z pokoju, a ja zostaję w nim sama.
Bardzo boję się o Alex. A co jeśli to ja wpakowałam ją w to całe błoto, z którego nie można się wydostać? Bardzo bym tego nie chciała..
Zamykam oczy, oddychając głęboko i próbując odsunąć od siebie wszystkie negatywne myśli, i zamienić je na te pozytywne. Przecież jest szansa, że się stąd wydostanę, prawda? Przecież Harry obiecał mi, obiecał, że mnie uratuje.. A mimo to siedzę tutaj te pieprzone 2 tygodnie!
Nagle wybucham płaczem i zaczynam się trząść. Wchodzę pod pierzynę i zakrywam się nią po same uszy, jakby miała chronić mnie przed całym złem tego świata. Nagle coś sobie uświadamiam! Przecież mam telefon! Boże! Miałam go cały czas w spodniach! Wygrzebuję się z łóżka i idę do łazienki. Na jednej z szafek zauważam moje zguby. Podchodzę, biorę je w dłonie i przyciskam do klatki piersiowej, dziękując Bogu. Wyciągam z tylnej kieszeni telefon komórkowy i co się okazuje?! Jest zalany! Szlak by to! Zdejmuję obudowę, z której wypływa woda i ochlapuje nią całą podłogę. Choleraaa! Co teraz?! Biorę pierwszy lepszy ręcznik, który podsunie mi się pod dłoń, i wycieram nim małą kałużę wody.
-Olivia!-krzyczy Justin.
Cholera!
Wstaję, wieszam ręcznik i pospiesznie chowam telefon z powrotem do tylnej kieszeni.
Gdy wracam do sypialni, zauważam Justin, który kurczowo trzyma Alex za ramię. Posiniaczone.. ramię. Ma rozciętą wargę i zasinienie na czole.
Otwieram usta ze zdziwienia i chcę do niej podejść, ale Justin jest szybszy i zanim wykonuję krok, on już chwyta mnie w talii i odsuwa jeszcze dalej od mojej przyjaciółki.
Przygniata mnie do ściany.-Wiesz co, Kochanie?-uśmiecha się ironicznie.-Śmieszna sytuacja.-śmieje się, a ja złączam brwi, ponieważ Justin zachowuje się o niebo dziwnie..
Nic specjalnego.
-Alex znalazła się tutaj, ponieważ pewien koleś postanowił nam ją sprzedać. Tak po prostu.
-Nie rozumiem..-szepce.
-Nie rozumiesz?!-opiera się nagle dłońmi po bokach mojej głowy, a ja zaciskam usta i wzdrygam się.
Przybliża swoją twarz bardzo blisko mojej.-Twoja przyjaciółka-zerka w jej stronę.-jest dziwką.
-Nie.-macham przecząco głową.-Nie wierzę Ci.-szepce ledwo dosłyszalnie.
Justin podnosi brwi.
-Cóż, to bardzo źle, skarbie. Ponieważ wszystkie dziewczyny, które trafiają do nas, pracowały jako striptizerki, i pokazywały to i owo niektórym facetom.
Odwraca się w stronę Alex-Nie przyznasz się swojej przyjaciółce, że lubisz się puszczać?
-Justin.-szepce i łapię go za ramię.
-Nie wpierdalaj się, Olivia.-spogląda na mnie spod byka, a ja od razu milknę.
Nigdy na mnie nie przeklął, więc to daje mi do zrozumienia, że teraz jest naprawdę zdenerwowany.
-Nie przyznasz się, że robiłaś to za pieniądze?-powoli do niej podchodzi.
Patrzę w oczy Alex, a one wyrażają niepokój, strach.. smutek.
-Przepraszam..-udaje mi się wyczytać z jej warg.
Zamykam oczy i czuję, jak pierwsze fale łez spływają po moich policzkach. To jest chore.. On jest chory.
Chwyta dziewczynę brutalnie za podbródek i podnosi go.
-Miej chociaż odwagę się przyznać!-wrzeszczy na nią, a ja nawet nie próbuję jej pomóc. Dlaczego?
Dlaczego brakuje mi odwagi ochronić przyjaciółkę, na której tak mi zależy? Przecież jest jedyną tak bliską mi osobą tutaj!
Nic nie robię, stojąc jak ten słup. Czuję tylko łzy spływające mi po policzkach.
-Ona przez Ciebie cierpi!-odwraca jej podbródek w moją stronę, by na mnie spojrzała.
Nie, Justin. Cierpię przez Ciebie.
-Zostaw ją!-nareszcie reaguję i podbiegam do Justina, ignorując to, że moje nogi są, jak z waty. Kładę dłonie na jego plecach, by odpuścił.
-Wierzę Ci, tylko proszę zostaw ją!-łkam.
Justin odwraca się w moją stronę i podnosi mój podbródek.
Spogląda mi głęboko w oczy.-Jesteś taka nieposłuszna.-ścisza głos, wpatrując się we mnie.-Mam nieraz ochotę przywalić Ci w tę Twoją twarzyczkę, byś zrozumiała wreszcie, kto tu rządzi.-przybliża się do mnie, a ja zamieram.-Nie jestem słodkim chłopcem, skarbie. Nie będę głaskał Cię po głowie, gdy Ty wyskoczysz mi z jakimś numerem. Tu panują pewne zasady. Jeżeli Ty będziesz wreszcie posłuszna, to ja będę dla Ciebie milszy. Nie pyskuj i nie sprzeciwiaj się, jasne?-podnosi brwi.
-Jasne..-spuszczam wzrok.
Między nami panuje dziwna cisza i czuję się z nią krępująco. Gdy telefon Justina zaczyna dzwonić i chłopak wychodzi z pokoju, dziękuję w duchu.
Podchodzę do Alex.
-Wszystko w porządku?-unoszę lekko kąciki ust, ale zapewne wychodzi z tego jakiś grymas.
-Tak.-wpatruje się we mnie.-Słuchaj. Przepraszam, że...-nie daję jej skończyć.
-Alex..daj spokój. To nie jest ważne. Jeżeli robiłaś to, bo musiałaś, nie mam do tego nic, okay? Nie martw się tym teraz, serio.-jedna łza spływa mi po policzku.
Alex przytula mnie mocno, po czym uśmiecha się do mnie lekko.
Jej uśmiech znika, gdy kładzie dłoń na moim policzku i odwraca moją głowę, dotykając mojego siniaka.
-Jak Ty to znosisz?-mówi ze smutkiem w głosie, nawet nie pytając, kto to zrobił. Cóż, na pewno nietrudno jest się tego domyśleć..
-Jakoś daję radę.-znowu próbuję się uśmiechnąć, pocierając lekko jej ramię.
-Możemy się stąd wyrwać, Olivia.
Rozszerzam oczy.
-Alex! Nie!-macham energicznie głową.-Nie, nie ma mowy! Nie wiesz, do czego zdolny jest Justin. To są gangsterzy, zrozum.-łkam.-Nie narażajmy się, i błagam nie proś o to nigdy.-zamykam oczy, wzdychając.
-W porządku, Olivia.-teraz to ona pociera przyjacielsko moje ramię.
-Chodź.-mówię do niej i chwytam jej nadgarstek, sadzając ją na łóżku. Wyciągam z szafki maść.
-Na początku będzie piekło.-upominam ją.
Dziewczyna potakuje.
-Ale wiesz, że nie musisz, prawda?-unosi brwi.
-Ale chcę.-unoszę lekko kąciki ust.
Wsmarowuję delikatnie maść w jej czoło i widzę, jak na twarzy dziewczyny pojawia się grymas. Chichoczę cichutko pod nosem. Jak dobrze jest mieć ją przy sobie!
Resztki maści wycieram odruchowo o moje udo, na którym chwilę później pojawia się zaczerwienienie.
-Kurczę.-marudzę pod nosem.
Alex zaczyna się śmiać, a ja patrzę na jej rozbawioną minę spod ukosa.
-Tak Cię to bawi, hmm?-uśmiecham się przyjacielsko.
Odwracam głowę w stronę drzwi, gdy słyszę, jak trzaskają. Widzę Justina, który zmierza w naszym kierunku. Najpierw spogląda na maść, która leży obok mnie, a potem na mnie, następnie wzrok przenosząc na Alex.
-Przepraszam za przerwanie Wam zabawy dziewczynki, ale muszę zabrać Alex.-mówi ironicznie.
-Po co?-szepce.
-Mamy klienta..-mówi to tak po prostu.
Chwyta mocno dziewczynę za nadgarstek i ciągnie ją za sobą, a ja odruchowo wstaję i kieruję się w ich stronę.
-Justin!
Odwraca się energicznie w moją stronę i widzę, jak złość buzuje w nim i przybliża swoją twarz niebezpiecznie blisko mojej.
-,,Nie sprzeciwiaj się''-powiedział to tak, jakby chciał przypomnieć mi to, o czym rozmawialiśmy kilkadziesiąt minut temu.
Widzę, jak Justin zaciska szczękę, więc nie odzywam się więcej i siadam na krańcu łóżka spuszczając głowę.
-Słusznie.-odzywa się.
Po chwili czuję, jak moja ręka staje się mokra przez łzy, które na nią kapią. Korzystając z okazji, że Justin wyszedł udaję się do łazienki, znowu wyjmując ze spodni telefon, oglądając go. Cudownie!
Jeżeli Justin go znajdzie, na pewno pożałuję..
Wchodzę do kabiny i biorę orzeźwiający prysznic. Opieram dłonie o kafelki i próbuję się uspokoić. Zdecydowanie za dużo jak na jeden dzień..
----------------------------------------------------------------------
Heej, miśki! <3 Więc kolejny rozdział jest! Mam nadzieję, że się podoba! Czekam na komentarze! (MOTYWUJEMY! :) )
KOCHAM WAS! <3
----
11
wtorek, 14 października 2014
Rozdział 15
Słyszę, jak Justin wstaje z łóżka i podchodzi do mnie. Czuję jego oddech na swoim ramieniu.
-Justin...
On tylko poprawia ramiączko mojego biustonosza i całuje w ramię.
-Justin, nie..- odsuwam się od niego i ubieram jego koszulkę. Dlaczego pachnie tak bardzo.. nim?
Podchodzę do łóżka i kładę się na nim. Po chwili czuję, jak łóżka lekko ugina się za moimi plecami, i jak Justin oplata mnie ramionami, a dłoń wkłada pod bluzkę, gładząc mój brzuch.
-Juustin..-przewracam oczami.
-Dobranoc, kruszynko.-całuje mnie w szyję.
-Dobranoc.
---------------------------------------------------------------------------------------
Olivia
Otwieram leniwie oczy, czuję się naprawdę zmęczona... A na dodatek Justin napiera na mnie całym ciałem.
-Justin-szepce i potrząsam lekko jego ramieniem.
-Justin-powtarzam głośniej, gdy chłopak nie reaguje.
Nadal nic.
Cudem wyswobadzam się z jego uścisku.
-Zostań, Kochanie.-nagle oplata mnie ramionami, gdy chcę wyjść z łóżka.
Boże.. To krępujące.
-Justin..-marudzę.
-Cii..-chowa twarz w zagłębieniu mojej szyi, przyciskając mnie do swojego ciała.
Jezuuu..
-Ładnie pachniesz, skarbie.-czerwienię się.
Naprawdę chciałabym wrócić do domu. A jeżeli to niemożliwe, to chociażby do Harry'ego...
-Nie wstydź się, maleńka.-śmieje się Justin.
Czy naprawdę ta cała sytuacja go bawi? Jestem przyciśnięta do ciała obcego mi faceta, i to nie jest komfortowe..
Justin wkłada dłoń pod moją bluzkę i delikatnie gładzi plecy. Ja tylko mocniej się w niego wtulam, by nie musieć na niego patrzeć.
Kompletnie go nie rozumiem. Nieraz jest delikatny, a za moment potrafi zdenerwować się o byle co..
-Justin..-odzywam się niepewnie, i kładę dłonie na jego torsie. Nagle moje serce zaczyna wybijać nieregularne rytmy..
-Cii..-zdejmuje moją dłoń z jego torsu i kładzie ją na jego szyi.
Całuje moją szyję, a ja w tym momencie czuję, że nic nie mogę z tym zrobić.
Moje serce bije bardzo szybko i w tym momencie modlę się o to, by ktoś przerwał Justinowi, bo nie chcę żeby to zaszło za daleko. Zresztą nie wiem do czego zdolny jest Justin, i nie chcę tego wiedzieć...
Tak strasznie chciałabym, by ktoś teraz wszedł do pokoju i..
-Bieber, jesteś nam potrzebny.-słyszę nagle czyiś głos.. Dzięki Bogu..
Justin odrywa się ode mnie i spogląda najpierw na mnie, a potem na tego kogoś. Nie zamierzam się ruszać.
-Serio stary, akurat w tym momencie?-podnosi brwi.
Chyba raczej całe szczęście, że w tym momencie...
-Sory stary, to pilne.
-Za pół godziny.-odpowiada pewnie Justin.
Decyduję się odwrócić głowę, i napotykam wzrokiem Jamesa..
Szepce niesłyszalnie, by mi pomógł, a ten spogląda na mnie niepewnie, by potem znowu spojrzeć na Justina.
-Stary, to cholernie ważne..
Justin nie odpowiada, tylko łapie mnie za podbródek i odwraca moją twarz w swoją stronę.
-Zaraz przyjdę.-odpowiada, nadal wpatrując się we mnie.
Czyżby zauważył, że szeptałam coś do Jamesa?
Gdy drzwi zamykają się, przełykam ślinę. Dlaczego on sobie poszedł?!
-Niestety, ale muszę się zbierać, maleńka.-pociera swoim nosem, o mój i totalnie mnie tym zaskakuje.
Opiera się przedramionami po bokach mojej głowy, spanikowana podnoszę się na łokciach, ale Justin przybliża swoją twarz do mojej, zamieram.
-Teraz muszę wyjść, a Ty bądź grzeczna, skarbie.
Wpija się nagle w moje usta, i językiem gładzi moją dolną wargę, cicho mrucząc, po chwili całuje mnie delikatnie.
Jestem na tyle spanikowana, że nie mam pojęcia co robić.
Mężczyzna odsuwa się ode mnie i uśmiecha się szeroko, po czym puszcza do mnie oczko i wychodzi z pokoju.
Boże!
Opadam na łóżko głośno wzdychając.
Justin jest na tyle nieobliczalny, że musiałabym się naprawdę postarać, by go rozgryźć..
Chwilami miły chłopak, który podbiłby serca miliony dziewczyn, a chwilami agresywny facet, który budzi strach nie tylko we mnie.. Z tego co opowiadał mi Harry, Justin jest z mafii. Agresywny, wybuchowy.. Chwila! A co z oznaczeniem mnie?! O nie, nie, nie, nie!
A jeżeli to o tym teraz rozmawiają?! Nie chcę tego!
Pojedyncza łza spływa po moim policzku. Zamykam oczy, próbując się rozluźnić, a po chwili zasypiam.
[...]
Czuję, jak ktoś głaska mnie po policzku, nie otwieram oczu, jestem strasznie zmęczona.
-Kochanie..-słyszę nad sobą głos Justina, więc otwieram powoli powieki.
-Hej..-zaczyna.
Wzdycham ciężko.-Hej.
-O co chodzi? Hej, mała? Zawiesiłaś się.-patrzy na mnie zdziwiony.
-Umm.. Nieważne.
-Powiedz mi.-nalega.
-Nie, Justin. To naprawdę nic takiego.
-Olivia.-spogląda na mnie dziwnym spojrzeniem.
Spuszczam głowę.
-Nie chcę być oznaczana..
Justin podnosi mój podbródek, i widzę, jak złącza brwi.
-Oznaczana?
-Tak, oznaczana..
-Kto Ci to powiedział, maleńka?
-Och.. Niech zgadnę, Harry?
Nie odpowiadam.
-Olivia..
-Tak.
-Skarbie, nie masz się czego obawiać. Tutaj oznaczamy tylko dziewczyny, które sprzedajemy do burdelu..
Rozszerzam oczy.
-To jest okropne, Justin.
Przekręca oczami.
-Może i dla Ciebie tak, Kochanie. Ale dla nas to biznes, a dziewczynom, które sprzedajemy nie dzieje się zbytnio krzywda.
-Jak możesz tak mówić?
-Taka prawda, okay?! Te dziewczyny to dziwki, Olivia!
Odwracam głowę czując, jak łzy niespodziewanie napływają do moich powiek.
-Przepraszam, mała.
Chwyta moją twarz w swoje dłonie i spogląda mi prosto w oczy.
-Nie będziesz ani oznaczana, ani sprzedawana do burdelu. Nie stanie Ci się krzywda, dobrze?
-Boisz się?
Po co o to pyta?..
Spuszczam wzrok, i czuje, jak Justin podnosi moja twarz, nadal trzymając ja w swoich dłoniach.
-Olivia..Boisz się?
Łzy spływają mi po policzkach, a Justin ściera je kciukami.
-Tak..-przecież i tak musiałabym mu odpowiedzieć..
-Przestraszyłaś się przeze mnie?
Macham potakująco głową.
-Och, Kochanie.
-Nie zrobię Ci krzywdy.-opiera swoje czoło o moje, patrząc mi prosto w oczy. Rzeczywiście, trochę się uspokoił.
Wzdycham ciężko i zamykam powieki.
-Jesteś głodna?-gładzi mnie po policzku.
-Tak.
Justin wstaje i podaje mi dłoń, a ja splatam nasze palce.
Schodzimy w stronę kuchni, z której zauważam chłopaków, siedzących w salonie.
-Hej, mała.-odzywa się James.
-Hej.-uśmiecham się.
Odwracam głowę w stronę Justina, ale kieruje ja znowu w kierunku chłopców, zainteresowana tym, co słyszę.
-Zadzwoń do Pete'a, i spytaj się, co z Alex, Stary.-James zwraca się do Bradleya.
-Nie ma problemu.
Alex? Pete? Błagam, bym nie znała tych osób!
-Hej, Olivia..-Justin zwraca moja uwagę.
-Tak?-patrzę na niego.
-Pytałem, na co masz ochotę.-podnosi brew.
-Umm..przepraszam.
-Nad czym myślisz?
-Nieważne.
-Olivia...-podnosi mój podbródek.
-Justin, nieważne, okay?
-Jak tam sobie chcesz..
-To na co masz ochotę?
-Nie wiem, płatki?
-Okay.
-To ile za nią chcą?-pyta James.
-250.-odpowiada Bradley.
-Tylko tyle?-prycha chłopak.-Jest aż taka brzydka?
-Tego nie wiem, stary. Ale możemy sprzedać ją za 4 razy więcej.-uśmiecha się figlarnie Brad.
Boże! Nawet on taki jest? No tak.. w końcu jest w mafii, czego ja się spodziewałam?...
-No cóż. Bieber będzie pewnie zadowolony.-śmieje się James.
Bradley prycha-On ma Olivię. Znasz go, w życiu z niej nie zrezygnuje.
-No tak-uśmiecha się pod nosem.-Nasza mała Olivia.
-Proszę.-słyszę, jak Justin stawia obok mnie miseczkę.
-Dzięki.-odpowiadam cicho.
-Wszystko w porządku, Kochanie?
-Tak, jasne.-uśmiecham się lekko.
Justin wpatruje się chwile we mnie, a potem informuje mnie, że zaraz wróci i wychodzi z kuchni.
Zabieram się za jedzenie płatek, gdy czuję, że mój żołądek zaraz eksploduje.
Odstawiam pusta miseczkę do zmywarki, siadam na krześle i wsłuchuję się w rozmowę chłopaków.
-Mamy pewna dziewczynę na oku, Stary.-zwraca się James do Justina-jest trochę przestraszona, ale sprzedają ja za niska cenę.-uśmiecha się figlarnie.
Justin podnosi brwi-Jakoś nie mam ochoty na kupno lasek.-spogląda w moje stronę-Chodź do mnie, skarbie-wyciąga dłoń w moja stronę, a ja zaczynam panikować i nie ruszam się z miejsca-Śmiało, kochanie.-uśmiecha się do mnie uroczo. Wstaje niepewnie i zmierzam w stronę Justina. Siadam obok niego, a oczy wszystkich skierowane są na mnie, odwracam wzrok. Justin otula mnie ramieniem i czuje się z tym dziwnie, a jeszcze bardziej, gdy całuję mnie w skroń.
-Stary, jest mały problem.
Justin przeciera twarz dłońmi.-o co chodzi, James?
-Ta dziewczyna już tutaj jedzie..
-Kurwa! Dlaczego robicie coś bez mojej zgody?!-klnie Justin, a ja aż podskakuje.-Przepraszam, kotku.
Widzę, jak odpala papierosa. Proszę, tylko nie to..
-Chcesz?-pyta, podsuwając mi pod nos to świństwo.
-Nie...-odsuwam głowę.
Śmieje się, a ja widzę, jak reszta chłopaków również zaczyna palić.
-Daj spokój, chce, żebyś się rozluźniła, mała.-puszcza do mnie oczko, i kladzie moje nogi na swoich kolanach. Nie mam teraz nawet jak uciec, cudownie!
-Ale ja nie chce..
Justin zaciąga się głęboko, po czym wpija się w moje usta i wpuszcza w nie dym.
Zasłaniam je, bo o mało co, bym się nie udusiła!
-Widzisz, to przyjemne.-uśmiecha się figlarnie.
-Nie Justin, to wcale nie jest przyjemne!
-Nawet się nie zaciągnęłaś, Kochanie.-odnoszę wrażenie, ze Justin jest jakiś inny po tych papierosach.
-I nie mam zamiaru.
Chłopak zaciąga się i wypuszcza dym prosto na mnie. Zamykam oczy.
-Juustin...-odwracam głowę-proszę Cię, przestań.
-To spróbuj-wyciąga do mnie dłoń z papierosem.
-Ale ja nie chcę!
Wyszukuje wzrokiem ratunku, ale wszyscy są już tak zjarani, że prawie zasypiają!
Po raz kolejny wpuszcza w moje usta to ohydztwo!
-Odpręż się.-szepcze mi do ucha.
Przybliża się twarzą coraz bliżej mojej, a ja zamieram, i nie mam pojęcia, co robić! Justin całuje mnie, co dziwne, delikatnie. Ale mimo to, czuję, że to nieodpowiednie, przecież on mnie porwał! Kładę swoje dłonie na jego torsie, i próbuję go od siebie odepchnąć. Nagle słyszę, jak ktoś energicznie otwiera drzwi, Justin zdezorientowany odsuwa się ode mnie i zauważam, jak ktoś wpycha do mieszkania dziewczynę, której twarz jest cała we krwi. Boże!
Zasłaniam usta dłonią, i korzystam z sytuacji, że Justin jest całkowicie zdezorientowany i podbiegam do tej dziewczyny. Klękam obok niej i podnoszę jej podbródek i to co zauważam totalnie mnie zaskakuje. Jezu!
-Alex..-zamieram. Jak ona się tutaj znalazła?! Niespodziewanie łzy napływają do moich oczu, gdy widzę, jak bardzo poharatana jest..
-Wstawaj, suko!-krzyczy na nią olbrzym.
-Przestań!-odpycham, go, a przynajmniej próbuję, gdy widzę, jak szarpie Alex.
-Olivia!-podbiega Justin i chwyta mnie w pasie, odciągając od dziewczyny.
-Puść mnie!-krzyczę na niego.
Czuje, jak Justin zanosi mnie do pokoju.
-Proszę, puść mnie.-szlocham, nie mając już siły krzyczeć.
Stawia mnie na podłodze, a ja odwracam się w stronę drzwi, i próbuję uciec, ale Justin chwyta mnie w pasie i uniemożliwia to.
-Spokojnie.
Szarpie się.
-Olivia uspokój się!-wrzeszczy na mnie zły, a ja zaprzestaje jakichkolwiek ruchów, i z bezsilności pozwalam mu przycisnąć moje ciało do jego.
Gdy słyszę stłumiony krzyk Alex, zaciskam pięść na koszuli Justina, i szlocham, nie mając już nawet siły się ruszyć.
-Spokojnie.-głaska mnie po głowie.
Ujmuje moja twarz w swoje dłonie, i spogląda mi prosto w oczy.
Zamykam je, bo zaczynają mnie szczypać.-Olivia, popatrz na mnie..-otwieram powoli powieki-skąd znasz te dziewczynę, Kochanie?
-To moja przyjaciółka, Justin.
Nie odpowiada, tylko głaska moje policzki kciukami, i ściera z nich łzy.-Nie płacz.-przyciska mnie do siebie.
Zamykam powieki, i zaczynam chwiać się na własnych nogach.-chcesz iść spać?-pyta. Skąd ta nagła troska?
-Tak..
-Justin..obiecaj mi, ze nie zrobicie jej krzywdy.
-Skarbie, nie wiem czy...
-Justin.. Błagam Cię-znowu zaczynam płakać.
Przytula mnie.
-idź spać, dobrze? Zaraz wrócę, kochanie-podnosi moja głowę i delikatnie całuje w usta.
Wychodzi z pokoju, a ja kładę się do łóżka i zamykam oczy, próbując zasnąć. Nie mam pojęcia, co o tym myśleć.. Jak Alex tutaj trafiła?
-Olivia-Justin wchodzi do pokoju.
-O co chodzi?-szepce i wstaje do pozycji siedzącej.
-Zgadnij, co powiedział mi Pete.-siada na krańcu łóżka.
-Co takiego?-łączę brwi.
-że Alex znalazła się tutaj z tego powodu, ponieważ zakapowałaś jej na nas, a biedna, zamiast zgłosić sprawę policji, wmieszała się w te sprawę i wzięła wszystko w swoje ręce.-wydyma dolną wargę udając skruszonego.
-Serio, skarbie?-mówi ironicznie- Chciałaś nas zgłosić na policję? Miałbym przez Ciebie kłopoty, malutka.
-Ale ja nic jej nie mówiłam! Ani jej, ani policji. Przecież ja nawet nie wiedziałam o Twoim istnieniu!-co to wszystko ma znaczyć, do cholery?!
-Lepiej powiedz prawdę, Olivia.-patrzy na mnie zły-Czy powiedziałaś o nas policji?
-Przecież tłumaczę Ci, że nie!
-Nie unoś na mnie głosu, Olivia!
Pff.
-To zrozum mnie wreszcie..-mówię spokojnie.
-Mam nie wierzyć Pete'owi?! Kumplujemy się od lat, kurwa!
-Zmyślił to, bo mnie nie lubi!-znowu zaczynam krzyczeć.
Odrzucam głowę w bok, a po chwili czuję, jak policzek zaczyna mnie piec. Dlaczego mnie uderzył?..
-Mówiłem coś o unoszeniu głosu, Olivia.-Jak on mógł?.. Chwyta mój podbródek i odwraca w swoją stronę.-Czy powiedziałaś o nas policji?-pyta powoli, jakby mówił to do głupiej.
-Nie..
Widzę, jak zaciska szczękę. Wychodzi z pokoju i trzaska drzwiami. Co to miało być?!
Opadam na łóżko i zamykam oczy, z nadzieją, że zasnę.
Słyszę, jak drzwi się otwierają, i jestem niemal pewna, że to Justin. Spinam mięśnie, bo kilka minut temu naprawdę mnie przeraził. Kładzie się obok mnie i oplata ramionami.
[...]
Ktoś głaska mnie po policzku, a ja otwieram powieki i zauważam Justina. Robię błąd odwracając głowę, ponieważ dostrzega zasinienie, które powstało na moim policzku, po uderzeniu Justina, które na pewno nie było delikatne.
Przejeżdża po nim kciukiem-Skąd to masz?-serio?..
-Nieważne, Justin.
-Olivia, powiedz.
-Serio chcesz wiedzieć?-podnoszę się.
-Tak.
-To przez Ciebie, okay?
Justin patrzy na mnie zdziwiony.
-Nie wiem, czy wczoraj coś wypiłeś, ale uderzyłeś mnie, bo...
-Bo?-pyta.
Nie wiem, czy mam mu to mówić, ponieważ znowu może sobie coś ubzdurać.
-Olivia, bo?-dopytuje.
-Pete powiedział Ci, że powiedziałam o Was Alex, dlatego ona się tutaj znalazła.-spuszczam głowę.-Ale to nieprawda!-dokańczam pospiesznie.
Justin złącza brwi.
-Przepraszam, nie chciałem Cię skrzywdzić, skarbie..- Dotyka dłonią mojego policzka. A ja odwracam głowę.
-Olivia, nie chciałem, dobrze?
Potakuję i spuszczam głowę.
-Posmaruję to maścią, okay?
Potakuję.
Widzę, jak Justin podchodzi do szafki i wyjmuje z niej maść.
Gdy dotyka nią mojego policzka, czuję, jakby on płonął. Odruchowo odsuwam go.
-Olivia.-wzdycha Justin.
-To pali..-marudzę.
-Wiem to, ale zaraz przestanie.
Nie odwracam głowy.
-Olivia..
Wzdycham i daję mu posmarować policzek. Na początku pali, jak diabli, ale później czuję przyjemny chłód.
-Lepiej?
Nie mam pojęcia, skąd u niego to nagłe zainteresowanie..
-Tak.
Widzę, jak Justin uśmiecha się.
-To dobrze.
-Idziesz obejrzeć z nami film?-pyta, odkładając maść.
-Film?-łączę brwi.
-Tak, film, Olivia.-śmieje się.
Naprawdę nie wiem, co go tak rozbawiło..
-Umm..Jasne.-odpowiadam niepewnie.
Błagam, oby nie było tam Pete'a.
-Nie martw się, Pete sobie pojechał.
Podnoszę brwi ze zdziwienia. Skąd wiedział, o co mi chodziło?
-Skarbie, nawet głupi zauważyłby na tej Twojej ślicznej buźce przerażenie.-wydyma dolną wargę, śmiejąc się.
Przewracam oczami.
-No chodź.-wyciąga do mnie dłoń.
Sięgam po nią, a Justin splata nasze palce, i idziemy w stronę salonu. Zauważam chłopaków, którzy siedzą na sofach.
-Hej, mała.-zwraca się do mnie James, a ja uśmiecham się do niego.
-Jak tam z nią?-szepce do Justina.
Nie, oczywiście, że tego nie słyszałam..
Ale skąd u nich wszystkich ta nagła troska?..
-Alex to jej przyjaciółka, stary. Uwierzyłbyś?
-Co oglądamy?-staram się przerwać ich rozmowę.
-Horror.-przechyla się w moją stronę Bradley, i puszcza oczko.
Rozszerzam lekko oczy.-Nie możemy po prostu obejrzeć jakiejś komedii?-pytam z nadzieją.
-Boisz się, skarbie?-odwraca się do mnie Justin i uśmiecha.
-Nie o to chodzi, ja po prostu.
-Boisz się.
-Nie, tylko..
-Boisz się.
-Justin!-żartobliwie szturcham go w ramię.
-To horror?-pyta.
Patrzę na niego i wzdycham.-Niech Wam będzie.
Widzę rozbawione miny chłopaków.
-Olivia.-mina Bradleya staje się poważna.
-O co chodzi?
-Co masz na policzku?-pyta, a Justin wzrok z telewizora przenosi na mnie.
-To nic takiego.-odpowiadam i uśmiecham się.
-Olivia..?-dopytuje.
-Bradley, nie martw się, nic się nie stało, okay? Możemy już obejrzeć film?-pytam spokojnie.
-Ok.-odpowiada.
--------------------------------------------------------------------------
Heej! :) Niemiła wiadomość :( Jestem strasznie chora. No... może nie strasznie, bo są o wiele gorsze rzeczy, obok których moja choroba to pikuś ;) Rzeecz w tym, że mam chory żołądek (tak podejrzewam) bo chce mi się wymiotować, i boli mnie brzuch. Także... resztkami sił dałam radę napisać dla Was ten rozdział. Miłego czytania! :)
PS Zapomniałam dodać w poprzednim rozdziale (o czym przypomniała mi kochana Ciemność :)) ), że w zakładce ,,bohaterowie'' pojawiło się kilka nowych postaci! :) :)
Jeszcze raz miłego czytania, Moi Drodzy! :* <3 Kocham! :)
----
11
-Justin...
On tylko poprawia ramiączko mojego biustonosza i całuje w ramię.
-Justin, nie..- odsuwam się od niego i ubieram jego koszulkę. Dlaczego pachnie tak bardzo.. nim?
Podchodzę do łóżka i kładę się na nim. Po chwili czuję, jak łóżka lekko ugina się za moimi plecami, i jak Justin oplata mnie ramionami, a dłoń wkłada pod bluzkę, gładząc mój brzuch.
-Juustin..-przewracam oczami.
-Dobranoc, kruszynko.-całuje mnie w szyję.
-Dobranoc.
---------------------------------------------------------------------------------------
Olivia
Otwieram leniwie oczy, czuję się naprawdę zmęczona... A na dodatek Justin napiera na mnie całym ciałem.
-Justin-szepce i potrząsam lekko jego ramieniem.
-Justin-powtarzam głośniej, gdy chłopak nie reaguje.
Nadal nic.
Cudem wyswobadzam się z jego uścisku.
-Zostań, Kochanie.-nagle oplata mnie ramionami, gdy chcę wyjść z łóżka.
Boże.. To krępujące.
-Justin..-marudzę.
-Cii..-chowa twarz w zagłębieniu mojej szyi, przyciskając mnie do swojego ciała.
Jezuuu..
-Ładnie pachniesz, skarbie.-czerwienię się.
Naprawdę chciałabym wrócić do domu. A jeżeli to niemożliwe, to chociażby do Harry'ego...
-Nie wstydź się, maleńka.-śmieje się Justin.
Czy naprawdę ta cała sytuacja go bawi? Jestem przyciśnięta do ciała obcego mi faceta, i to nie jest komfortowe..
Justin wkłada dłoń pod moją bluzkę i delikatnie gładzi plecy. Ja tylko mocniej się w niego wtulam, by nie musieć na niego patrzeć.
Kompletnie go nie rozumiem. Nieraz jest delikatny, a za moment potrafi zdenerwować się o byle co..
-Justin..-odzywam się niepewnie, i kładę dłonie na jego torsie. Nagle moje serce zaczyna wybijać nieregularne rytmy..
-Cii..-zdejmuje moją dłoń z jego torsu i kładzie ją na jego szyi.
Całuje moją szyję, a ja w tym momencie czuję, że nic nie mogę z tym zrobić.
Moje serce bije bardzo szybko i w tym momencie modlę się o to, by ktoś przerwał Justinowi, bo nie chcę żeby to zaszło za daleko. Zresztą nie wiem do czego zdolny jest Justin, i nie chcę tego wiedzieć...
Tak strasznie chciałabym, by ktoś teraz wszedł do pokoju i..
-Bieber, jesteś nam potrzebny.-słyszę nagle czyiś głos.. Dzięki Bogu..
Justin odrywa się ode mnie i spogląda najpierw na mnie, a potem na tego kogoś. Nie zamierzam się ruszać.
-Serio stary, akurat w tym momencie?-podnosi brwi.
Chyba raczej całe szczęście, że w tym momencie...
-Sory stary, to pilne.
-Za pół godziny.-odpowiada pewnie Justin.
Decyduję się odwrócić głowę, i napotykam wzrokiem Jamesa..
Szepce niesłyszalnie, by mi pomógł, a ten spogląda na mnie niepewnie, by potem znowu spojrzeć na Justina.
-Stary, to cholernie ważne..
Justin nie odpowiada, tylko łapie mnie za podbródek i odwraca moją twarz w swoją stronę.
-Zaraz przyjdę.-odpowiada, nadal wpatrując się we mnie.
Czyżby zauważył, że szeptałam coś do Jamesa?
Gdy drzwi zamykają się, przełykam ślinę. Dlaczego on sobie poszedł?!
-Niestety, ale muszę się zbierać, maleńka.-pociera swoim nosem, o mój i totalnie mnie tym zaskakuje.
Opiera się przedramionami po bokach mojej głowy, spanikowana podnoszę się na łokciach, ale Justin przybliża swoją twarz do mojej, zamieram.
-Teraz muszę wyjść, a Ty bądź grzeczna, skarbie.
Wpija się nagle w moje usta, i językiem gładzi moją dolną wargę, cicho mrucząc, po chwili całuje mnie delikatnie.
Jestem na tyle spanikowana, że nie mam pojęcia co robić.
Mężczyzna odsuwa się ode mnie i uśmiecha się szeroko, po czym puszcza do mnie oczko i wychodzi z pokoju.
Boże!
Opadam na łóżko głośno wzdychając.
Justin jest na tyle nieobliczalny, że musiałabym się naprawdę postarać, by go rozgryźć..
Chwilami miły chłopak, który podbiłby serca miliony dziewczyn, a chwilami agresywny facet, który budzi strach nie tylko we mnie.. Z tego co opowiadał mi Harry, Justin jest z mafii. Agresywny, wybuchowy.. Chwila! A co z oznaczeniem mnie?! O nie, nie, nie, nie!
A jeżeli to o tym teraz rozmawiają?! Nie chcę tego!
Pojedyncza łza spływa po moim policzku. Zamykam oczy, próbując się rozluźnić, a po chwili zasypiam.
[...]
Czuję, jak ktoś głaska mnie po policzku, nie otwieram oczu, jestem strasznie zmęczona.
-Kochanie..-słyszę nad sobą głos Justina, więc otwieram powoli powieki.
-Hej..-zaczyna.
Wzdycham ciężko.-Hej.
-O co chodzi? Hej, mała? Zawiesiłaś się.-patrzy na mnie zdziwiony.
-Umm.. Nieważne.
-Powiedz mi.-nalega.
-Nie, Justin. To naprawdę nic takiego.
-Olivia.-spogląda na mnie dziwnym spojrzeniem.
Spuszczam głowę.
-Nie chcę być oznaczana..
Justin podnosi mój podbródek, i widzę, jak złącza brwi.
-Oznaczana?
-Tak, oznaczana..
-Kto Ci to powiedział, maleńka?
-Och.. Niech zgadnę, Harry?
Nie odpowiadam.
-Olivia..
-Tak.
-Skarbie, nie masz się czego obawiać. Tutaj oznaczamy tylko dziewczyny, które sprzedajemy do burdelu..
Rozszerzam oczy.
-To jest okropne, Justin.
Przekręca oczami.
-Może i dla Ciebie tak, Kochanie. Ale dla nas to biznes, a dziewczynom, które sprzedajemy nie dzieje się zbytnio krzywda.
-Jak możesz tak mówić?
-Taka prawda, okay?! Te dziewczyny to dziwki, Olivia!
Odwracam głowę czując, jak łzy niespodziewanie napływają do moich powiek.
-Przepraszam, mała.
Chwyta moją twarz w swoje dłonie i spogląda mi prosto w oczy.
-Nie będziesz ani oznaczana, ani sprzedawana do burdelu. Nie stanie Ci się krzywda, dobrze?
-Boisz się?
Po co o to pyta?..
Spuszczam wzrok, i czuje, jak Justin podnosi moja twarz, nadal trzymając ja w swoich dłoniach.
-Olivia..Boisz się?
Łzy spływają mi po policzkach, a Justin ściera je kciukami.
-Tak..-przecież i tak musiałabym mu odpowiedzieć..
-Przestraszyłaś się przeze mnie?
Macham potakująco głową.
-Och, Kochanie.
-Nie zrobię Ci krzywdy.-opiera swoje czoło o moje, patrząc mi prosto w oczy. Rzeczywiście, trochę się uspokoił.
Wzdycham ciężko i zamykam powieki.
-Jesteś głodna?-gładzi mnie po policzku.
-Tak.
Justin wstaje i podaje mi dłoń, a ja splatam nasze palce.
Schodzimy w stronę kuchni, z której zauważam chłopaków, siedzących w salonie.
-Hej, mała.-odzywa się James.
-Hej.-uśmiecham się.
Odwracam głowę w stronę Justina, ale kieruje ja znowu w kierunku chłopców, zainteresowana tym, co słyszę.
-Zadzwoń do Pete'a, i spytaj się, co z Alex, Stary.-James zwraca się do Bradleya.
-Nie ma problemu.
Alex? Pete? Błagam, bym nie znała tych osób!
-Hej, Olivia..-Justin zwraca moja uwagę.
-Tak?-patrzę na niego.
-Pytałem, na co masz ochotę.-podnosi brew.
-Umm..przepraszam.
-Nad czym myślisz?
-Nieważne.
-Olivia...-podnosi mój podbródek.
-Justin, nieważne, okay?
-Jak tam sobie chcesz..
-To na co masz ochotę?
-Nie wiem, płatki?
-Okay.
-To ile za nią chcą?-pyta James.
-250.-odpowiada Bradley.
-Tylko tyle?-prycha chłopak.-Jest aż taka brzydka?
-Tego nie wiem, stary. Ale możemy sprzedać ją za 4 razy więcej.-uśmiecha się figlarnie Brad.
Boże! Nawet on taki jest? No tak.. w końcu jest w mafii, czego ja się spodziewałam?...
-No cóż. Bieber będzie pewnie zadowolony.-śmieje się James.
Bradley prycha-On ma Olivię. Znasz go, w życiu z niej nie zrezygnuje.
-No tak-uśmiecha się pod nosem.-Nasza mała Olivia.
-Proszę.-słyszę, jak Justin stawia obok mnie miseczkę.
-Dzięki.-odpowiadam cicho.
-Wszystko w porządku, Kochanie?
-Tak, jasne.-uśmiecham się lekko.
Justin wpatruje się chwile we mnie, a potem informuje mnie, że zaraz wróci i wychodzi z kuchni.
Zabieram się za jedzenie płatek, gdy czuję, że mój żołądek zaraz eksploduje.
Odstawiam pusta miseczkę do zmywarki, siadam na krześle i wsłuchuję się w rozmowę chłopaków.
-Mamy pewna dziewczynę na oku, Stary.-zwraca się James do Justina-jest trochę przestraszona, ale sprzedają ja za niska cenę.-uśmiecha się figlarnie.
Justin podnosi brwi-Jakoś nie mam ochoty na kupno lasek.-spogląda w moje stronę-Chodź do mnie, skarbie-wyciąga dłoń w moja stronę, a ja zaczynam panikować i nie ruszam się z miejsca-Śmiało, kochanie.-uśmiecha się do mnie uroczo. Wstaje niepewnie i zmierzam w stronę Justina. Siadam obok niego, a oczy wszystkich skierowane są na mnie, odwracam wzrok. Justin otula mnie ramieniem i czuje się z tym dziwnie, a jeszcze bardziej, gdy całuję mnie w skroń.
-Stary, jest mały problem.
Justin przeciera twarz dłońmi.-o co chodzi, James?
-Ta dziewczyna już tutaj jedzie..
-Kurwa! Dlaczego robicie coś bez mojej zgody?!-klnie Justin, a ja aż podskakuje.-Przepraszam, kotku.
Widzę, jak odpala papierosa. Proszę, tylko nie to..
-Chcesz?-pyta, podsuwając mi pod nos to świństwo.
-Nie...-odsuwam głowę.
Śmieje się, a ja widzę, jak reszta chłopaków również zaczyna palić.
-Daj spokój, chce, żebyś się rozluźniła, mała.-puszcza do mnie oczko, i kladzie moje nogi na swoich kolanach. Nie mam teraz nawet jak uciec, cudownie!
-Ale ja nie chce..
Justin zaciąga się głęboko, po czym wpija się w moje usta i wpuszcza w nie dym.
Zasłaniam je, bo o mało co, bym się nie udusiła!
-Widzisz, to przyjemne.-uśmiecha się figlarnie.
-Nie Justin, to wcale nie jest przyjemne!
-Nawet się nie zaciągnęłaś, Kochanie.-odnoszę wrażenie, ze Justin jest jakiś inny po tych papierosach.
-I nie mam zamiaru.
Chłopak zaciąga się i wypuszcza dym prosto na mnie. Zamykam oczy.
-Juustin...-odwracam głowę-proszę Cię, przestań.
-To spróbuj-wyciąga do mnie dłoń z papierosem.
-Ale ja nie chcę!
Wyszukuje wzrokiem ratunku, ale wszyscy są już tak zjarani, że prawie zasypiają!
Po raz kolejny wpuszcza w moje usta to ohydztwo!
-Odpręż się.-szepcze mi do ucha.
Przybliża się twarzą coraz bliżej mojej, a ja zamieram, i nie mam pojęcia, co robić! Justin całuje mnie, co dziwne, delikatnie. Ale mimo to, czuję, że to nieodpowiednie, przecież on mnie porwał! Kładę swoje dłonie na jego torsie, i próbuję go od siebie odepchnąć. Nagle słyszę, jak ktoś energicznie otwiera drzwi, Justin zdezorientowany odsuwa się ode mnie i zauważam, jak ktoś wpycha do mieszkania dziewczynę, której twarz jest cała we krwi. Boże!
Zasłaniam usta dłonią, i korzystam z sytuacji, że Justin jest całkowicie zdezorientowany i podbiegam do tej dziewczyny. Klękam obok niej i podnoszę jej podbródek i to co zauważam totalnie mnie zaskakuje. Jezu!
-Alex..-zamieram. Jak ona się tutaj znalazła?! Niespodziewanie łzy napływają do moich oczu, gdy widzę, jak bardzo poharatana jest..
-Wstawaj, suko!-krzyczy na nią olbrzym.
-Przestań!-odpycham, go, a przynajmniej próbuję, gdy widzę, jak szarpie Alex.
-Olivia!-podbiega Justin i chwyta mnie w pasie, odciągając od dziewczyny.
-Puść mnie!-krzyczę na niego.
Czuje, jak Justin zanosi mnie do pokoju.
-Proszę, puść mnie.-szlocham, nie mając już siły krzyczeć.
Stawia mnie na podłodze, a ja odwracam się w stronę drzwi, i próbuję uciec, ale Justin chwyta mnie w pasie i uniemożliwia to.
-Spokojnie.
Szarpie się.
-Olivia uspokój się!-wrzeszczy na mnie zły, a ja zaprzestaje jakichkolwiek ruchów, i z bezsilności pozwalam mu przycisnąć moje ciało do jego.
Gdy słyszę stłumiony krzyk Alex, zaciskam pięść na koszuli Justina, i szlocham, nie mając już nawet siły się ruszyć.
-Spokojnie.-głaska mnie po głowie.
Ujmuje moja twarz w swoje dłonie, i spogląda mi prosto w oczy.
Zamykam je, bo zaczynają mnie szczypać.-Olivia, popatrz na mnie..-otwieram powoli powieki-skąd znasz te dziewczynę, Kochanie?
-To moja przyjaciółka, Justin.
Nie odpowiada, tylko głaska moje policzki kciukami, i ściera z nich łzy.-Nie płacz.-przyciska mnie do siebie.
Zamykam powieki, i zaczynam chwiać się na własnych nogach.-chcesz iść spać?-pyta. Skąd ta nagła troska?
-Tak..
-Justin..obiecaj mi, ze nie zrobicie jej krzywdy.
-Skarbie, nie wiem czy...
-Justin.. Błagam Cię-znowu zaczynam płakać.
Przytula mnie.
-idź spać, dobrze? Zaraz wrócę, kochanie-podnosi moja głowę i delikatnie całuje w usta.
Wychodzi z pokoju, a ja kładę się do łóżka i zamykam oczy, próbując zasnąć. Nie mam pojęcia, co o tym myśleć.. Jak Alex tutaj trafiła?
-Olivia-Justin wchodzi do pokoju.
-O co chodzi?-szepce i wstaje do pozycji siedzącej.
-Zgadnij, co powiedział mi Pete.-siada na krańcu łóżka.
-Co takiego?-łączę brwi.
-że Alex znalazła się tutaj z tego powodu, ponieważ zakapowałaś jej na nas, a biedna, zamiast zgłosić sprawę policji, wmieszała się w te sprawę i wzięła wszystko w swoje ręce.-wydyma dolną wargę udając skruszonego.
-Serio, skarbie?-mówi ironicznie- Chciałaś nas zgłosić na policję? Miałbym przez Ciebie kłopoty, malutka.
-Ale ja nic jej nie mówiłam! Ani jej, ani policji. Przecież ja nawet nie wiedziałam o Twoim istnieniu!-co to wszystko ma znaczyć, do cholery?!
-Lepiej powiedz prawdę, Olivia.-patrzy na mnie zły-Czy powiedziałaś o nas policji?
-Przecież tłumaczę Ci, że nie!
-Nie unoś na mnie głosu, Olivia!
Pff.
-To zrozum mnie wreszcie..-mówię spokojnie.
-Mam nie wierzyć Pete'owi?! Kumplujemy się od lat, kurwa!
-Zmyślił to, bo mnie nie lubi!-znowu zaczynam krzyczeć.
Odrzucam głowę w bok, a po chwili czuję, jak policzek zaczyna mnie piec. Dlaczego mnie uderzył?..
-Mówiłem coś o unoszeniu głosu, Olivia.-Jak on mógł?.. Chwyta mój podbródek i odwraca w swoją stronę.-Czy powiedziałaś o nas policji?-pyta powoli, jakby mówił to do głupiej.
-Nie..
Widzę, jak zaciska szczękę. Wychodzi z pokoju i trzaska drzwiami. Co to miało być?!
Opadam na łóżko i zamykam oczy, z nadzieją, że zasnę.
Słyszę, jak drzwi się otwierają, i jestem niemal pewna, że to Justin. Spinam mięśnie, bo kilka minut temu naprawdę mnie przeraził. Kładzie się obok mnie i oplata ramionami.
[...]
Ktoś głaska mnie po policzku, a ja otwieram powieki i zauważam Justina. Robię błąd odwracając głowę, ponieważ dostrzega zasinienie, które powstało na moim policzku, po uderzeniu Justina, które na pewno nie było delikatne.
Przejeżdża po nim kciukiem-Skąd to masz?-serio?..
-Nieważne, Justin.
-Olivia, powiedz.
-Serio chcesz wiedzieć?-podnoszę się.
-Tak.
-To przez Ciebie, okay?
Justin patrzy na mnie zdziwiony.
-Nie wiem, czy wczoraj coś wypiłeś, ale uderzyłeś mnie, bo...
-Bo?-pyta.
Nie wiem, czy mam mu to mówić, ponieważ znowu może sobie coś ubzdurać.
-Olivia, bo?-dopytuje.
-Pete powiedział Ci, że powiedziałam o Was Alex, dlatego ona się tutaj znalazła.-spuszczam głowę.-Ale to nieprawda!-dokańczam pospiesznie.
Justin złącza brwi.
-Przepraszam, nie chciałem Cię skrzywdzić, skarbie..- Dotyka dłonią mojego policzka. A ja odwracam głowę.
-Olivia, nie chciałem, dobrze?
Potakuję i spuszczam głowę.
-Posmaruję to maścią, okay?
Potakuję.
Widzę, jak Justin podchodzi do szafki i wyjmuje z niej maść.
Gdy dotyka nią mojego policzka, czuję, jakby on płonął. Odruchowo odsuwam go.
-Olivia.-wzdycha Justin.
-To pali..-marudzę.
-Wiem to, ale zaraz przestanie.
Nie odwracam głowy.
-Olivia..
Wzdycham i daję mu posmarować policzek. Na początku pali, jak diabli, ale później czuję przyjemny chłód.
-Lepiej?
Nie mam pojęcia, skąd u niego to nagłe zainteresowanie..
-Tak.
Widzę, jak Justin uśmiecha się.
-To dobrze.
-Idziesz obejrzeć z nami film?-pyta, odkładając maść.
-Film?-łączę brwi.
-Tak, film, Olivia.-śmieje się.
Naprawdę nie wiem, co go tak rozbawiło..
-Umm..Jasne.-odpowiadam niepewnie.
Błagam, oby nie było tam Pete'a.
-Nie martw się, Pete sobie pojechał.
Podnoszę brwi ze zdziwienia. Skąd wiedział, o co mi chodziło?
-Skarbie, nawet głupi zauważyłby na tej Twojej ślicznej buźce przerażenie.-wydyma dolną wargę, śmiejąc się.
Przewracam oczami.
-No chodź.-wyciąga do mnie dłoń.
Sięgam po nią, a Justin splata nasze palce, i idziemy w stronę salonu. Zauważam chłopaków, którzy siedzą na sofach.
-Hej, mała.-zwraca się do mnie James, a ja uśmiecham się do niego.
-Jak tam z nią?-szepce do Justina.
Nie, oczywiście, że tego nie słyszałam..
Ale skąd u nich wszystkich ta nagła troska?..
-Alex to jej przyjaciółka, stary. Uwierzyłbyś?
-Co oglądamy?-staram się przerwać ich rozmowę.
-Horror.-przechyla się w moją stronę Bradley, i puszcza oczko.
Rozszerzam lekko oczy.-Nie możemy po prostu obejrzeć jakiejś komedii?-pytam z nadzieją.
-Boisz się, skarbie?-odwraca się do mnie Justin i uśmiecha.
-Nie o to chodzi, ja po prostu.
-Boisz się.
-Nie, tylko..
-Boisz się.
-Justin!-żartobliwie szturcham go w ramię.
-To horror?-pyta.
Patrzę na niego i wzdycham.-Niech Wam będzie.
Widzę rozbawione miny chłopaków.
-Olivia.-mina Bradleya staje się poważna.
-O co chodzi?
-Co masz na policzku?-pyta, a Justin wzrok z telewizora przenosi na mnie.
-To nic takiego.-odpowiadam i uśmiecham się.
-Olivia..?-dopytuje.
-Bradley, nie martw się, nic się nie stało, okay? Możemy już obejrzeć film?-pytam spokojnie.
-Ok.-odpowiada.
--------------------------------------------------------------------------
Heej! :) Niemiła wiadomość :( Jestem strasznie chora. No... może nie strasznie, bo są o wiele gorsze rzeczy, obok których moja choroba to pikuś ;) Rzeecz w tym, że mam chory żołądek (tak podejrzewam) bo chce mi się wymiotować, i boli mnie brzuch. Także... resztkami sił dałam radę napisać dla Was ten rozdział. Miłego czytania! :)
PS Zapomniałam dodać w poprzednim rozdziale (o czym przypomniała mi kochana Ciemność :)) ), że w zakładce ,,bohaterowie'' pojawiło się kilka nowych postaci! :) :)
Jeszcze raz miłego czytania, Moi Drodzy! :* <3 Kocham! :)
----
11
niedziela, 5 października 2014
rozdział 14 ;)
Wsiadam do samochodu, a Bradley patrzy się na moje nagie nogi z podniesionymi brwiami, później wzrok przenosząc na mnie.
Macham ramionami, i uśmiecham się do niego, po czym on zaczyna się śmiać.
Myślę, że zostaniemy bardzo dobrymi przyjaciółmi..
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
James, o ile dobrze zapamiętałam jego imię, odwraca się w moja stronę i znowu chichocze.. Ja przewracam oczami.
-Bradley?-Justin podnosi pytająco brwi.
-wygraliśmy wyścig -wzdycha-a James postanowił to oblać-śmieje się chłopak.
Opieram głowę o szybę, i rozmyślam. Ciekawe, co robi teraz mama.. i..Harry.
Telefon! Wyjmuję go z kieszeni, ale w ostatnim momencie rezygnuję i chowam go z powrotem.
Gdy dojeżdżamy chcę wyjść, ale Justin mnie zatrzymuje.
-Olivia. Oddaj telefon, mała...
-Ale..
-No już, oddawaj..-wyciąga rękę i porusza palcami, na znak, żebym oddała mu urządzenie.
Wzdycham i oddaję mu komórkę..
Czym prędzej wychodzę z auta, i wypatruję wzrokiem domu Justina. Całe szczęście zauważam Brada, który wchodzi do jakiegoś mieszkania, więc podążam za nim.
Wchodzę do domu, a Bradley zauważa mnie, i wskazuje palcem, aby do niego podeszła.
Wraz z nim siadam na kanapie, a on zaczyna rozmowę.
-Olivia, zdążyłem już rozgryźć, jaka jesteś. Jeżeli będziesz miała jakiś problem, to śmiało ze mną o nim porozmawiaj, okay?-uśmiecha się.
Waham się, i nie odpowiadam.
Bradley chwyta mój podbródek i podnosi go.
-Olivia..-uśmiecha się pocieszająco.
-Okay..-uśmiecham się do niego.
[...]
Justin wręcz wygania Bradleya z pokoju, siadając obok mnie i kładąc swa dużą dłoń na moim nagim udzie.
Odruchowo odsuwam je.
-Przestań.
Justin śmieje się.
-Czyżbyś się mnie bała?
Odwracam wzrok, ale jednoczenie staram się nie pokazywać mu, ze się go boje.
-Przestań udawać, że jesteś odważna, bo wszyscy bardzo dobrze wiemy, ze taka nie jesteś, skarbie.
W środku gotowało się we mnie. Jak on mógł mówić o mnie takie rzeczy, skoro w ogóle mnie nie zna?!
-W ogóle mnie nie znasz. Nie wiesz o mnie nic, więc proszę Cię, nie odzywaj się więcej.-mówię spokojnie i wstaję, chcąc udać się do Bradleya.
Justin ciasno łapie mnie za przedramię.
-Posłuchaj, mała.-patrzy na mnie wrogo-Nie jestem Harrym, i uwierz mi, jeżeli jeszcze raz się tak odezwiesz, to nie skończy się to dla Ciebie dobrze. Myślę, że się rozumiemy?
Na jego twarzy pojawia się ten złośliwy uśmiech, co zawsze.
Wyrywam się mu i uciekam w stronę korytarza, gdzie napotykam Bradleya i rzucam się mu w ramiona.
-Czy to właśnie ten moment, w którym chcesz ze mną porozmawiać?-zatapia nos w moich włosach i chichocze.
-Może..-wzdycham, ponieważ sama nie jestem tego pewna.
-Chodź.-odsuwa się i łapie mnie za dłoń, prowadząc do jego pokoju.
Siadam na łóżku, a Brad obok mnie.
-O co chodzi?
-Hmm... O Justina.
-Tak myślałem.-spuszcza głowę, jakby się nad czymś zastanawiał-posłuchaj-podnosi ją-Lepiej Ci radzę, byś nigdy się mu nie sprzeciwiała, ani nie pyskowała.
Ciężko to widzę.
-Justin jest naprawdę bardzo wybuchowy, i potrafi zrobić aferę z byle czego.
Wzdycham.
-Dlaczego to zrobił?
Chłopak podnosi brwi, w niezrozumieniu.
-Ach..-trzeźwieje-Były małe sprzeczki pomiędzy Harrym, a nim.
-Ale.. Co ja mam do tego?
-Znając Justina, zrobił to po to, by rozzłościć Harry'ego. I nie ukrywajmy, na pewno też mu się spodobałaś.
Nie ukrywajmy?
Czerwienię się i odwracam głowę, próbując to zakryć.
[...]
Bradley
Po naszej rozmowie Olivia zasnęła w moim pokoju. Szczerze? Uważam, że Justin to skończony idiota i egoista. Ale nie mogę nic z tym zrobić, bo jednak jest szefem gangu. Zresztą kumplujemy się, i nie chcę robić zamieszania. Patrząc tak na Olivię, nie mogłem oprzeć się, by nie pogładzić ją po policzku.
Olivia otwiera swoje zaspane oczy i patrzy na mnie.
-Nie śpisz?-pytam, trzymając dłoń na jej policzku.
Macha przecząco głową i uśmiecha się lekko.-nie mogę zasnąć.. Położysz się obok mnie? -pyta nieśmiało.
Patrzę się prosto w jej oczy- Jasne.-odpowiadam, po czym całuję ją w czoło.
Olivia
Dlaczego poczułam się z tym dziwnie?..
Zamykam oczy, i próbuję zasnąć, lecz czuję, jak Bradley ciasno oplata mnie ramionami.
Gdy powoli zaczynam zasypiać, słyszę głośny trzask drzwi.
-Bradley...-zaczyna..Justin.-Co kurwa?
O nie.
Rozzłoszczony podchodzi do łóżka, a ja w ostatniej chwili wstaję, i powstrzymuję go od tego.
-Nie, proszę! To moja wina, chciałam tylko z nim porozmawiać...-tłumaczę pospiesznie.
Justin zaciska szczękę, a następnie z siłą chwyta mnie za nadgarstek.
-Bieber!-odzywa się zdenerwowany Bradley.
-Z Tobą pogadam sobie później, stary.-Justin wskazuje palcem na Brada, po czym ciągnie mnie energicznie za sobą.
-Puść!-wrzeszczę, niemal bezgłośnie, gdy znajdujemy się na korytarzu.
Justin tylko mocniej zaciska uścisk.
Kurczę, bardzo boli.
Mężczyzna wpycha mnie do wnętrza pokoju, w którym panuje mrok. Słyszę, jak Justin podchodzi do mnie, po czym łapie mnie za nadgarstki i zaciska je w swojej pięści z moimi plecami.
Chwyta mnie za podbródek i podnosi go lekko, spoglądając prosto w moje oczy.
-Czy Ciebie naprawdę nie można nigdzie zostawić samej?-pyta rozzłoszczony.
-Bradley będzie miał przez Ciebie problemy, kotku-uśmiecha się złośliwie.
-Co chcesz zrobić?-pytam i próbuję się mu wyrwać, ale kończy się to tym, że zostaję jeszcze mocniej przyciśnięta do jego ciała.
-Myślę, że to nie Twój interes, mała.
-Nienawidzę Cię.-przerywam, łkając-Jesteś ostatnią osobą, którą chciałabym kiedykolwiek spotkać..
Płaczę, przypominając sobie, jakie było moje życie, zanim zdążyło wydarzyć się to wszystko.
-Czuję to samo, skarbie.-śmieje się.
Odpycham go od siebie z całej siły, która mi jeszcze została, i chcę wyjść z pokoju, ale Justin uniemożliwia mi to, oplatając swoje ramiona wokoło mojej talii.
-Gdzie się wybierasz?
-Zostajesz tutaj, skarbie.-chichocze.
-Puszczaj!
-Nie zamierzam.-uśmiecha się figlarnie.
Popycha mnie lekko na łóżko, ale ja wstaję z zamiarem wyminięcia go, lecz on znowu chwyta mnie w pasie, i po raz kolejny rzuca na łóżko.
-Siedź na tym pieprzonym łóżku, albo potraktuję Cię inaczej..-zaciska szczękę.
Krzyżuję ręce na piersiach i wzdycham, postanawiając zostać w pokoju.
-Grzeczna dziewczynka.-uśmiecha się cwanie.
Justin wyszedł z pokoju, czy on naprawdę myśli, że ja zostanę w tym pomieszczeniu? Nie mam zamiaru tutaj siedzieć, i czekać w strachu.
Muszę coś mu udowodnić, a jednocześnie samej sobie. Wolę żałować czegoś, co zrobiłam, niż czegoś, czego nie zrobiłam, i zastanawiać się przez resztę czasu, co by było, gdyby.
Podchodzę do drzwi i naciskam bezszelestnie na klamkę. No tak.. to jasne. Zamknął je.
Wsuwka! Wyjmuję jedną z moich włosów, i wkładam w zamek. Dzięki, Bogu... udało się.
Gdy znajduję się już na środku korytarza, dostrzegam cień, panikuję i uciekam w pierwsze lepsze pomieszczenie.
Zamykam za sobą drzwi i opieram o nie głowę, cichutko dysząc.
Odwracam się i napotykam Jamesa, który chwilę temu musiał wyjść spod prysznica. Całe szczęście ma na sobie ręcznik!
-Boże! Przepraszam Cię!-pospiesznie zakrywam dłonią oczy.
-Nie ma sprawy, mała..-śmieje się James.
-Jak Ty się tutaj znalazłaś, co?-pyta rozbawiony.
-Ja..Um..Pomyliłam pomieszczenia.
-Tak..Jasne..-chichocze.-To dlatego jesteś taka zmęczona?
Wzdycham z bezradności.
James wymija mnie, i podchodzi do drzwi po czym otwiera je, a mnie łapie za nadgarstek, ciągnąc za sobą.
-Co robisz?-pytam oszołomiona.
-Idę pokazać Justinowi, kogo znalazłem.-śmieje się.
-Co?
Moje ciało momentalnie staje się spięte, a ja stoję, jak wryta.
James podchodzi do mnie, i przerzuca mnie przez swoje ramię.
-Patrz, kogo tutaj mam.-stawia mnie na podłogę i popycha w stronę Justina.
-Kurwa-klnie pod nosem Justin.
Łapie mocno mój nadgarstek i ciągnie za sobą z powrotem do pokoju.
-Kazałem Ci tutaj zostać!
-Mówiłem, że, gdy nie zostaniesz, to będziemy rozmawiali inaczej.-uśmiecha się figlarnie, podchodząc do mnie.
Przewracam oczami, po czym cofam się.
Justin popycha mnie na podłogę, a ja ląduję na niej pupą. Au!
-Oszalałeś?
Justin śmieje się. Widzę, jak sięga po jakiś sznur i podchodzi do mnie.
-Co chcesz zrobić?-odsuwam się.-Justin, proszę nie!
-Spokojnie..-śmieje się.
Związuje mi ręce, a sznur przywiązuje do łóżka.
Chce przykleić mi taśmę klejącą na usta, ale ja odsuwam głowę.
Justin chwyta mój podbródek i przekręca moją głowę, przyklejając mi taśmę na usta.
Patrzę na niego smutnym, i jednocześnie zdziwionym wzrokiem.
-Ojej..-wydął dolną wargę, udając skruszonego.-Prawie poczułem wyrzuty sumienia. Proszę nie rób tak nigdy więcej, skarbie.-uśmiecha się złośliwie, po czym wstaje i wychodzi z pokoju.
Opadam plecami o łóżko. To nie jest normalne.
[...]
Głośny huk przebudza mnie. Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam..
-Czyżby moja kruszynka zasnęła?- Justin po raz kolejny wydyma dolną wargę..
Przewracam oczami.
Klęka przy mnie, i chwytając za odstający kraniec taśmy, patrzy się prosto w moje oczy z dziwną...troską, odkleja mi ją powoli i delikatnie.
Justin kładzie dłoń na moim policzku, cały czas patrząc w moje oczy.
-Justin?
-Ciii..-kładzie wskazujący palec na swoich ustach.
Przybliża głowę do mojej, a ja dopiero teraz czuję od niego alkohol.
Odsuwam swoją twarz.
-Justin.. Jesteś pijany. Przestań, jutro będziesz tego żałował.
-Daj spokój, mała. Wypiłem tylko jedno piwo.-mówi, nie przestając zmniejszać odległości, która dzieli nasze twarze.
Moje serce bije z coraz większą szybkością, gdy czuje usta Justina, stykające się z moimi. Pocałunek jest delikatny, a ja kładę swoje nadal związane dłonie, na torsie Justina, i próbuję go odepchnąć, ale napiera na mnie.
Jedna łza spływa po moim policzku.
Justin odsuwa się ode mnie.
-Nie płacz.-gładzi mój policzek, kciukiem ścierając łzę.-Cholernie nie lubię, gdy to robisz, mała.
-To przestań taki być.-łkam.-Dobrze wiesz, że płaczę właśnie przez Ciebie.
Patrzymy się w swoje oczy, a Justin robi coś czego całkowicie się po nim nie spodziewałam. Powoli przybliża swoją twarz do mojej, całując mnie lekko w policzek.
Przez chwilę patrzy się na mnie, a następnie odwiązuje mi supły.
Masuję obolałe miejsca. Justin wstaje i ściąga spodnie.
-Co robisz?-patrzę na niego z boku.
-Kładę się, i Tobie też bym radził.
Wstaję i podążam w stronę drzwi.
-Nie sądzę.-odzywa się Justin.
Spoglądam na niego, a on macha kluczami.
Znowu zamknął drzwi.
-Wskakuj, mała.-klepie miejsce obok siebie.
Krzyżuję ręce.
-Nie pójdę spać w ubraniach.
-Weź sobie coś z mojej szafy.
Wyciągam pierwszą lepszą koszulkę.
-Odwrócisz się?
Gdy Justin nie robi tego, ja krzyżuję ręce.
Mężczyzna wreszcie zamyka oczy, a ja odwracam się do niego plecami, zdejmując bluzkę.
Słyszę, jak Justin wstaje z łóżka i podchodzi do mnie. Czuję jego oddech na swoim ramieniu.
-Justin...
On tylko poprawia ramiączko mojego biustonosza i całuje w ramię.
-Justin, nie..- odsuwam się od niego i ubieram jego koszulkę. Dlaczego pachnie tak bardzo.. nim?
Podchodzę do łóżka i kładę się na nim. Po chwili czuję, jak łóżka lekko ugina się za moimi plecami, i jak Justin oplata mnie ramionami, a dłoń wkłada pod bluzkę, gładząc mój brzuch.
-Juustin..-przewracam oczami.
-Dobranoc, kruszynko.-całuje mnie w szyję.
-Dobranoc.
----------------------------------------------------------------------------------------------
Nie zgadniecie co :O Zapisałam wersję roboczą, wchodzę na bloggera, a tu ni ma rozdziału ;( Więc musiałam pisać połowę (trochę więcej) od początku :( Ale rozdział jest, mam nadzieję, że się cieszycie! :)) PS Proszę komentujcie poprzedni!! :((
Ja zmykam spaać :))) Miłej nocyy :*
Subskrybuj:
Posty (Atom)










